Barcelona – zgaga

Czy Barcelona zasługuje na cały rozdmuchany dziś splendor i oklaski przerywane ochami i achami? Miliony turystów próbujące w upalne, sierpniowe popołudnie przepchnąć się w pocie przez Ramble, czy zgubiwszy się w plątaninie Bari Gothic wąchając smrody miasta, zadają sobie właśnie to pytanie.

Barcelona miejscami potrafi być czarująca – z tym ciężko polemizować. Jednak cały czar i magia ulatują wraz z nastaniem sezonu turystycznego i upałów. Czar też zabijają sami Barcelończycy, chcący na tłumie przyjezdnych zarobić. Obsługa w lokalach jest żenująca,   jakość proponowanych posiłków w barach czy restauracjach przy głównych deptakach jest na jeszcze gorszym poziomie. Do tego kropli goryczy dolewają rozżaleni turyści próbujący wytłumaczyć policjantom jak i gdzie skradziono ich dobytek.

Miejscami brudna, miejscami nieznośna do wytrzymania, nie pozwalająca się zatrzymać w miejscu innym niż płatne. Barcelona wita turystów szerokimi, nastawionymi na wyssanie ramionami.

Ludzie tu mieszkający skarżą się na wieczny hałas i smród spalin. Kto może ucieka albo w góry albo próbuje przykleić się do niosącego odrobinę świeżego powietrza morza. O ile w górach można liczyć na ciszę i spokój przypłacony odległością, o tyle wraz z morzem idą też w parze hordy turystów.

Barcelona na przyjezdnych robi ogromne wrażenie swoją architekturą i rozmachem.  Ale by pobyt ten był bardziej przyjemnym spacerem i pełną zachwytów podróżą na wizytę trzeba wybrać jednak miesiące jesienne lub zimowe. Bez tłumów, bez jarmarków i z bardziej życzliwymi, starającymi się mieszkańcami. A na życie w niej… pewnie żaden miesiąc nie jest dobry – ot tak i po prostu.

Barcelona Gaudiego – deser

Besalu i Castellfollite de la Roca – na pożegnanie Katalonii