Biegówki i Jakuszyce okiem żółtodzioba, czyli jak zaczęliśmy biegi narciarskie

Narty – jedno z postanowień noworocznych stało się faktem. Pierwszy weekend stycznia spędziliśmy na zjazdówkach. W drugi za to, z ciekawości, na biegówkach. A ponieważ doświadczenia z nartami u nas za grosz, więc oczywiście było wesoło. Może to Jakuszyce i urok polany, a może atmosfera lub też to “coś” sprawiły, że poczuliśmy do długich i wąskich nart miętę.

Na Polanie Jakuszyckiej

Ale od początku, bo początki różowe na nartach nigdy nie są. My, by oszczędzić sobie trudów i straconego na popełnianie błędów czasu, wzięliśmy od razu instruktora. W styczniu, który jest siłą rzeczy szczytem sezonu, umówić się trzeba z wyprzedzeniem, a i sprzęt warto zarezerwować od razu.

Nam wystarczyły dwie godziny z Martą na opanowanie podstaw. Gdzie kijek, gdzie noga. Jak się wpiąć i jak wypiąć i o co w ogóle chodzi z tymi rynienkami. Po trzech godzinach obydwoje śmiało już sunęliśmy po torze.

Gorzej, gdy trzeba było z niego wyjść – w temacie upadków biegówki zapewniają równie częsty kontakt ze śniegiem, co zwykłe narty. Różnicą zasadniczą jest niestety hamowanie. Ta sztuka nie jest łatwa do opanowania. Bo jak tu się zatrzymać na miękkich nartach, które do tego nie mają ostrych krawędzi?
Po około 10h chodzenia (ba.. nawet szybkiego!) i zmian prędkości z nastawieniem na zatrzymanie, zaczęliśmy czuć się pewniej.

Słoneczko

Na biegówkach spędziliśmy łącznie 8 dni, po 4-5h za każdym razem. To dojeżdżaliśmy do Jakuszyc z Wrocławia, to nocowaliśmy gdzieś w okolicy. Spędziliśmy z instruktorami dwie lekcje, by poprawić technikę i kontrolnie naprostować popełniane błędy. Tu ogólna uwaga – na kolejne lekcje nie bierzcie lekcji “na dzień dobry”. Warto najpierw się rozgrzać, zrobić z dwa kilometry i dopiero wtedy skorzystać z rad, uwag i pomocy trenera.

Na biegówkach

Jakuszyce – nasze miejsce na pierwsze kroki

Do nauki i zabawy z biegówkami postawiliśmy na Jakuszyce. Powody są dwa – z Wrocławia jest tu blisko (raptem 2h autem), a baza i zaplecze są przyzwoite. Oczywiście o toaletę, jak wszędzie w Polsce, ciężko, ale z zaparkowaniem auta nie ma większego problemu, a wypożyczalni sprzętu mamy aż nadto. No i przede wszystkim: trasy bardzo dobrze przygotowane, co dla początkujących jest jak znalazł.

Na polanie atmosfera panowała zawsze wyjątkowo przyjemna. Rodziny z dziećmi, biegacze z psami, pro-level emeryci, zawodowcy i chmara amatorów, a między nimi my. Tłum, który na początku może trochę nas przerażał, rozpraszał się jednak szybko. Ci doświadczeni wybierali strome podjazdy, początkujący stawiali na łatwe i szerokie pętle – na szlakach rzadko kiedy panował ścisk.

DSC01128

Schronisko Orle to obowiązkowe miejsce spotkań. Tu ściągali wszyscy na kaszankę, karczek, grzane piwo lub po prostu – znaleźć resztę grupy. Kolejka długa, ludzi sporo, a na kiełbaski popyt nie malał. Mówiąc krótko – przemiał pełną parą. 

Pod schroniskiem Orle na biegówkach
Pod schroniskiem Orle na biegówkach
Orle budki dla ptaków?!

To o dylematach biegówkowego żółtodzioba:

Pierwszy dylemat: W co ubrać się pierwszy raz na biegówki?!

O kupowaniu stroju tylko pod bieganie na początku mowy nie ma – ot trzeba skorzystać z własnej szafy. Na szczęście spodnie zimowe do trekkingu okazały się jak znalazł (wąskie nogawki nie wadzą o siebie), a bielizna termoaktywna to wręcz obowiązek. Ubrać się więc trzeba możliwie lekko, na cebulkę i stosownie do pogody. Softshell na górę, do tego cienki polar i przy -6’C będzie nam w sam raz. Trzeba pamiętać, że spocimy się i to mocno, więc wszelka bawełna odpada w przedbiegach (zatrzymuje wilgoć i powoduje wychłodzenie). Ciepła kurtka puchowa lub watowana – też niekoniecznie (mi w primalofcie było za ciepło). Czapka, rękawiczki (nie narciarskie), chusta na szyję i w zasadzie strój gotowy. A… jeszcze mały plecak – bo termos z herbatą i dwa batoniki na chwilę przerwy zawsze się przydadzą.

Bardziej ambitni i zaawansowani biegają oczywiście w spodniach i bluzach przystosowanych dokładnie pod ten sport, ale na początek warto zaimprowizować.

Polana Jakuszycka

Drugi dylemat: Czy będzie bolało?

Nie – nie będzie. Chyba że zakwasy na dzień po. Największym plusem nart biegowych jest ich mała kontuzjogenność – przy raczej małej prędkości ciężko zrobić sobie krzywdę. A w przeciwieństwie do zwykłych nart czy biegania nie obciążają tak drastycznie kolan. No i pracuje tu całe ciało, od stóp po barki. 

biegówki w akcji

Trzeci dylemat: Czy jest fajnie? 

Jest, bo to lekki i stosunkowo prosty sport dla wszystkich. Zabrać można rodziców, bardziej ruchliwą babcię, małe dzieci (brzdące w wieku 5 lat to norma), psa na smyczy i wózek też (tylko z płozami zamiast kół). 

A na biegówkach czas spędza się na łonie zimowej przyrody i zawsze w fajnych miejscach.

Czwarty dylemat: Czy biegówki to drogi sport?

Ceny wypadu na biegówki do Jakuszyc

  1. Parking – od 10 do 15 zł za dzień
  2. Pożyczenie nart (komplet do klasyka z butami) – 35zł/os.
    Wypożyczalni jest pod dostatkiem – my korzystaliśmy głównie z Fischera (strona wypozyczalni), bo mają naprawdę sporo sprzętu i niegdy nie było problemu z rozmiarem czy to nart czy buta.
  3. Trener na 1h na dwie osoby to około 90zł – umówcie się z kilkudniowym wyprzedzeniem
  4. Dojazd z Wrocławia zajmuje 2h, więc można się wyspać i dotrzeć tu na 11:30 – dla nas to naprawdę było idealne rozwiązanie
  5. W okolicy Jakuszyc z powodzeniem też znajdziecie tanie noclegi (np. w Świeradowie) — 25 min dojazdu do Jakuszyc. Można też poszukać też po czeskiej stronie, np w Harrachovie — 5 min autem.

Na koniec sezonu

Co tu dużo pisać. Ta forma spędzania czasu w zimie wybitnie nam przypadła do gustu. I nie jest to drogi sport!

Nasz plan na następny sezon? Wyjechać gdzieś dalej niż Jakuszyce. Może do Czech? Tam ilość tras i popularność tego sportu jest zdumiewająca. Ośrodki jak Zieleniec czy Góry Sowie dopiero się budzą, za to w Górach Izerskich, po czeskiej stronie panuje biegówkowy szał.

No i oczywiście zacząć biegać, bo póki co to jeszcze chodzimy! Może uda się też zarazić znajomych?

Szkoda tylko, że na realizację założeń przyjdzie nam poczekać ładnych parę miesięcy. Z tą zimą już się żegnamy. Teraz rowery czekają na swoje pięć minut.

Jakuszyce na biegówkach
A może Rysy?

Czekan, sonda i łopata, czyli kurs turystyki zimowej w Tatrach

Arboretum w Wojsławicach

Arboretum Wojsławice – czyli gdzie miło spędzić czas