Budapeszt w dwa dni, czyli o tydzień za krótko

Jeśli zastanawiacie się nad tym, czy na weekend udać się do Wiednia czy też odwiedzić Pragę odpowiedź jest prosta: wybierzcie Budapeszt. Stolica Węgier zachwyca rozmachem, smakiem, kosmopolitycznym wdziękiem i malowniczymi widokami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i każdy w czymś się zakocha. Ale po kolei…

Wieczór zapoznawczy

Wieczorny spacer po Budapeszcie

Znad Balatonu do Budapesztu docieramy wczesnym popołudniem. Prysznic i wygodne, hotelowe łóżko nie dają sobie odmówić dłuższej chwili zapomnienia, zwłaszcza, że kilka poprzednich nocy spędziliśmy pod namiotem. Drzemka jest zbawieniem! Z popołudnia robi się więc wczesny wieczór, gdy ruszamy odkrywać miasto.

Nasz hotel położony jest na tyłach Wzgórza Gellerta, więc od wdrapania się pod cytadelę zaczynamy naszą przygodę. Lekko nie jest, bo góra do małych nie należy a już na pewno podejście i liczne schody łagodne nie są. Pot na czole jest jednak wynagradzany przepięknym widokiem na panoramę całego miasta. Widok spod twierdzy jest niesamowity i pozwala od razu zorientować się w topografii metropolii. Nie ma chyba lepszego miejsca na początek zwiedzania miasta.

Panorama of Budapest, Hungary,

Stoimy na szczycie i oglądamy. Za sobą mamy habsburską cytadelę mającą armatami tłumić zapędy powstańcze miasta, a przed sobą serce dwumilionowego miasta podzielonego Dunajem na dwie równe części. Po lewej to Buda i dostojne Wzgórze Zamkowe (Varhegy). Symbol monarchii, cesarstwa i imperium Habsburgów to zawieszony nad miastem pałac. Po drugiej stronie rzeki rozlany po horyzont, mieszczański Pest. Płaski i wypełniony dachami wysokich kamienic. Stojąc i podziwiając panoramę miasta w świetle zachodzącego słońca zastanawiamy się, co nasz czeka, co zaskoczy i czy warto było tu przyjeżdżać.

By znaleźć odpowiedzi decydujemy się na Pest. Może podświadomie kolejne wzgórze nas przerasta, a może po prostu ciągnie nas w tłum ludzi. Schodzimy zatem krętymi schodami parku, mijając monument św. Gerarda (Gellert Sagredo), zwróconego wymownie w kierunku rzeki i miasta. Gdy schodzimy z mostu i stawiamy nogi na wschodnim brzegu Dunaju, jest już ciemno.

Zamek, Budapeszt, Węgry
Gellert, Budapeszt, Węgry
Wzgóze Gellerta, Budapeszt, Węgry
Dunaj, Budapeszt, Węgry

Dziś jest pierwszy dzień września i spodziewamy się zastać raczej spokojne ulice i miasto kładące się powoli do snu. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Pest jest pod względem rozrywek i zabawy zaprzeczeniem spokojnej Budy. Tu toczące się pełnią życie wita nas z otwartymi ramionami. Pierwsza ulica, pierwsza restauracja – tu kelnerzy naganiają szerokimi uśmiechami, rockowa muzyka zachęca do wejścia do baru obok, a jazz i kolorowe światła pod palmami kuszą na kolorowe drinki kilka metrów dalej. Oj tak, jesteśmy w prawdziwej, europejskiej stolicy, dokładnie w jej centrum – w Belvaros. Tu wieczór dla niejednego zlewa się z porankiem, tu robi się interesy, bawi i korzysta.

Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Spacerujemy zatem między turystami i Węgrami, mijamy kolejne zaułki z kawiarniami, kolejne restauracje i wyszukane sklepy. Jest ciepły i przyjemny wieczór, a w mieście panuje dość luźny i rozweselony nastrój. Zupełnie niepodobny do legendarnej, węgierskiej melancholii. Skręcamy w pasaż Gozsdu zwabieni muzyką i światełkami. Wyśmienite miejsce na przerwę i lampkę wina, przy której można popatrzeć na mijających nas ludzi. Miło mija czas. Miło, lecz zbyt szybko, a zmęczenie i wczesna pobudka powoli dają o sobie znać. No cóż… wrócimy tu jutro, a dziś trzeba się wyspać. Obieramy więc kierunek na wygodne, duże, hotelowe łóżko! Mapa, nawigacja, szybkie rozeznanie się, gdzie jesteśmy…Oj czekają nas jeszcze 4km spaceru.

Budapeszt, Węgry

Dzień pierwszy – Pest

Spacer od Városliget i Hősök Tere po Dunaj

Wysiadamy z metra na dworcu Kaleti. Dokładniej, w samym środku europejskiego zamieszania z imigrantami. Wygląda to bardziej groźnie niż pokojowo. Tłum przed dworcem pokojowo nie wygląda już całkiem. Gdzieniegdzie dzieci, gdzieniegdzie kobiety z dziećmi. Ciężko się ustosunkować jednak do całej sprawy po kilku obrazach tylko. Zostawiamy dworzec za plecami i przechodzimy kilka ulic targani sprzecznymi emocjami i myślami. To jednak temat nie na teraz.

Ikarus, trolejbus, Budapeszt, Węgry

Na widok  starego, czerwonego Ikarusa niejednemu wrocławianinowi kręci się łezka w oku na myśl o czasach młodości i godzinach spędzonych w tych grzechoczących i wiecznie rozlatujących się puszkach. W Budapeszcie stare Ikarusy ciągle służą miastu. A widok Ikarusa w wersji „trolejbus” to nostalgiczne i wesołe zaskoczenie!

Zwiedzanie Pestu zacząć chcemy od parku miejskiego Városliget. Cały ten rozległy i zielony fragment miasta powstał w 1896r. na milenijną rocznicę państwa. W centrum i oczywiście nad wodą, usytuowany jest zamek Vajdahunyad z bajkowo zdobionymi wieżyczkami. Nie brakuje mu nawet zwodzonego mostu. Obok mieści kaplica i muzeum archeologiczne. Po drugiej stronie jeziora (teraz wyjątkowo pozbawionego wody) mieści się Restauracja Gundel, najbardziej znana w Budapeszcie. Bardziej na północ można zażyć kąpieli w łaźniach termalnych Széchenyi (innym razem, przy następnej wizycie). Wschodnie wejście do parku otwiera Plac Bohaterów (Hősök tere) z 36 metrową kolumną, na szczycie której dumnie stoi postać Archanioła Gabriela, który to zgodnie z legendą miał objawić się we śnie i darować koronę węgierską Stefanowi. Dokoła placu mamy oczywiście poczet władców – bohaterów Węgier – od króla Stefana I do Lajosa Kossutha.  My stąd kierować się będziemy w stronę Dunaju i Belvaros, wzdłuż Andrassy ut.

Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Városliget, Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Hosok ter, Plac Bohatrów, Budapeszt, Węgry
House of Terror, Budapeszt, Węgry

Mijamy więc Dom Terroru, pod numerem 60 – symbol infiltracji społeczeństwa i najmroczniejszej strony totalitarnej władzy. Najpierw tej faszystowskiej, pod postacią tajnej policji strzałokrzyżowców a po wojnie – stalinowskiej politycznej policji (AVO). Tu też podczas rewolucji węgierskiej w 1956 zginęła 100 Węgrów, ostrzelanych przez awoszy.

Budapeszt, Węgry
Liszt Ferenc, Akademia Muzyczna, Budapeszt
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Manekiny zachęcające do wejścia do teatru.

Andrassy robi się zbyt monotonna i tłoczna. Odbijamy w lewo w zielony Liszt Ferenc Ter pod piękny budynek Akademii Muzycznej Liszta – jednego z najwybitniejszych twórców muzyki romantyzmu. Później nogi nas niosą pod Nowy Teatr, jakiś targ, by wrócić z powrotem na Andrassy ut pod gmach Opery (podobnie do naszej wrocławskiej oplakatowanej tak, by było brzydko, lecz widocznie).  A stąd jest już blisko do Katedry św. Stefana, a za nią – wyczekiwanego obiadu.

Mural, Budapeszt

Murale w podwórzu.

Opera, Budapeszt
Budapeszt, Węgry
Katedra św. Stefana

Borkonyha

Restauracja z klasą

Węgrom nie można odmówić jednego – po prostu lubią dobrze zjeść. I do tego mają dobre restauracje. W Budapeszcie są trzy wyróżnione gwiazdką Micheline’a. My zdecydowaliśmy się na restaurację Borkonyha, serwującą dania z lokalnym akcentem i lokalne wina na lampki (co jest niemałą rzadkością, bo tu oferuje się ich ponad 40).  Ceny – jak na ten standard są aż nazbyt przyzwoite dla polskiego portfela. Kelnerzy z dużą pewnością siebie i nonszalancką klasą uwijają się dookoła stolików. Podróż kulinarna z parowaniem win to prawdziwa rozkosz, a pomysł na musy jako dodatek i uzupełnienie dań od tej pory sprawdzam w domu. Warto tu wpaść, warto też zrobić rezerwację. Link Borkonyha.

Budapeszt, Węgry
Borkonyha, Budapeszt, Węgry
Market, Budapeszt

Najedzeni i bardzo szczęśliwi ruszamy dalej. Do dzielnicy żydowskiej, zygzakiem i labiryntem ulic znów na odwiedzony wczoraj Vörösmarty tér. Po drodze trafiamy gdzieś na piwko, by odpocząć w cieniu drzew a później na targ (a właściwie halę targową), gdzie można dostać chyba wszystko. I tak na włóczeniu się pod centrum schodzą nam kolejne godziny.

Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Fantastyczna fasada Parisi Udvar prosi się o o odnowienie, lub chociaż wodę z gąbką. Nie wiele trzeba, by 50 popiersi znów nadawało blask ulicy Petőfi Sándor

Jeden z kilku bezobsługowych parkingów. Podjeżdżamy, wysiadamy a reszta parkuje się sama. Cena za postój raczej do niskich nie należy.

Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Cała Király utca to niekończący się pasaż smaków, barów, pubów, knajp i restauracji. My wstąpiliśmy do Burger Market, oczywiście na burgera. Warto było! Poniektórzy nawet oblizywali palce mówiąc, że mało! Jakby wcześniejsza krytyka pomysłu z fast foodem nigdy nie miała miejsca.

Burger Market, Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Tu na chwilę na lody, tam gdzieś w zaułek. Tam spróbować czegoś innego. Nie wiedzieć kiedy robi się już wieczór, a my drepczemy po zachodnim brzegu Dunaju, podziwiając budynek Parlamentu odbijający się w wodzie rzeki.

DSC09384 (Copy)

Budynek Parlamentu

Odpoczynek stóp u stóp wzgórza zamokowego, Budapeszt

Po 27km nogi odmawiają posłuszeństwa. Chwila przerwy.
Choć do hotelu jeszcze kawałek spory.

Dzień drugi

Dostojna Buda i kawałek Pestu

Nogi mają nam definitywnie za złe wczorajszy dzień. Ale… kto by się tam przejmował trochę obolałymi stopami, gdy przed nim cały dzień w Budapeszcie, przy wymarzonej pogodzie. Plasterki na pięty, zawiązane buty, apart i przewodnik w torbę i w miasto.

Na Varhegy (wzgórze zamkowe) docieramy tramwajem. Plan mamy taki, by rozpocząć od Bramy Wiedeńskiej, minąć kościół Matyasa (Macieja Korwina), popatrzeć na Pest z Bastionu Rybaków a potem trafić pod pałac. Całość przewidziana niby na godzinę, niewinnie rozciąga się na dwie, głównie za sprawą fantastycznego widoku na panoramę miasta i szukanie na horyzoncie miejsc, które odwiedziliśmy wczoraj.

Całe wzgórze to fantastyczna architektura, znacznie lżejsza niż można by się spodziewać po habsburskich gustach.  W południowym słońcu pomarańczowe dachówki i białe piaskowce fanatycznie kontrastują z niebieskim niebem. Turystów nie ma za wiele, więc zwiedzanie jest na prawdę przyjemne.

Matyas Church, Budapeszt
Bastion rybkaów, Budapeszt, Węgry
Bastion rybkaów, Budapeszt, Węgry
Bastion Rybaków, Budapeszt, Węgry
Lanchid, Budapest

Cafe Kör

Pyszny obiad w węgierskim wydaniu

Cafe Kör przy Sas utca 17, niedaleko Bazyliki to perfekcyjne miejsce na sycący lunch. Ruchliwa, raczej wybierana przez miejscowych i serwująca węgierskie dania w towarzystwie węgierskiego wina restauracja zasługuje na wysokie noty. Takie też zostawiamy na Tripadvisor – Kafe Kor. Sałatki są ogromne, więc mierzcie siły na zamiary!

Cafe Kor, Sas utca 17, Budapest
Sałatka z grillowaną piersią kaczą, Cafe Kor, Sas utca 17, Budapest
Cafe Kor, Budapeszt, Węgry

Spod Cafe Kor chodzimy jeszcze trochę po centrum, w okolicach Vigado i Belvaros, by nacieszyć oczy atmosferą miasta. Dziś jednak tempo mam znacznie wolniejsze, częściej siadamy w parkach i przy placach. Jest 27’C i godzina 16:00, a my powoli opadamy z sił. I mimo iż dusza by chciała, to nogi mówią nie.

Budapeszt, Węgry
Budapeszt, Węgry

Bardzo tego nie chcemy, jednak nasza wizyta w Budapeszcie dobiega końca. Udało nam się zaledwie poczuć i przejść się po tym fascynującym mieście, słusznie nazywanym perłą Dunaju.

Do Budapesztu na pewno wrócimy na jakiś dłuższy weekend, bo listę miejsc do odwiedzenia mamy długą, a przewodnik jeszcze nie został wygnieciony na więcej niż kilku stronach. A na co zabrakło nam czasu?

Co odwiedzić w Budapeszcie następnym razem? Nasza mała lista postanowień

  1. Budynek Parlamentu i pomnik holokaustu na nabrzeżu obok
  2. House of Terror
  3. Synagoga i muzeum
  4. Łaźnie termalne Szecheni w Varosliget
  5. Łaźnie Gellerta oczywiście też
  6. Spacer przez wyspę Margit-Sziget i zachodnie nabrzeże
  7. Coś dobrego na Kiraly Utca
  8. i może coś jeszcze…

Teraz trzeba się spakować, doprowadzić do porządku, bo z rana ruszamy na wschód Węgier, skosztować nieco czerwonego i białego wina.

  • Ágnes Rusai

    Lasek Miejski,lezacy za pl.Bohaterów powstal na duzo wczesniej.W polowie XIX. w. jest juz parkiem publicznym i jest ulubionym miejscem spacerów po za miastem dla pesztanczyków. W roku milenijnym(1896)na terenie tego parku organizuje sie wystawa krajowa poswiecona tysiacleciu przybycia do Karpackiego basenu wegierskich plemion.I jeszcze jedna poprawka na terenie zamku Vajdahunyad znajduje muzeum rolnictwa.

Balaton, Węgry

Balaton, czyli bezkresny błękit węgierskiego morza

Eger – żółty barok i czerwona bycza krew