Genua, gdzie w labiryncie nie wolno się zgubić

Kolejna uliczka za rogiem jest jeszcze ciemniejsza. Pomimo słońca w zenicie nie wiadać za wiele w mrocznym cieniu murów. Gdzieś tu jest granica rewiru Doria. Bruk za rogiem to teren Grimaldich, a kawałek dalej – Fieschinich. Za modlitwę w kościele u Spinolich ktoś ostatnio został nagordzony… nożem w plecy. Typowe. Czego się spodziewał po Genui? XVIII wiek już, a jeszcze się nie nauczyli, gdzie ich miejce i do kogo należą ulice między portem a Ducale.

Od zaciętej rywalizacji czterech rodów minęły trzy wieki. Wydawałoby się, że to dużo. A jednak nie. Labirynt ciasnych uliczek nie zmienił się za wiele. I gdy wychodzimy z spalonego słońcem portu w stare miasto trzeba przemknąć przez pas labiryntu.

Na widok tutejszej śmietanki ręka przyzwoitego obywatela samoczynnie wędruje w kierunku schowanego w kieszeni portfela, a wiara w ład i porządek świata zostaje jakoś przyćmiona. Chowa się wręcz w cieniu, gdzieś w rynsztoku na który od stuleci nie padł promień słońca. Siedmiopiętrowe budynki z masą sklepików, barów i zakładów ustawione są tak ciasno, że między oknami czasem nie można przejść. Rody rywalizowały o teren nie tylko nożami, ale też budownictwem zagrabiając dla siebie kolejne rewiry, z których nic sobie nie robiły tylko wychudłe koty. Caruggi – to nazwa na tą poplątaną część miasta.

Jesteśmy w największym porcie Italii i trzeba zaakceptować fakt, że to nie tylko wspaniałe oceanarium ale też całe brzemie prawie tysiącletniej historii podbojów, piractwa i marynarskiej doli i niedoli. Gdy jednak przemierzymy ten wąski, gęsty pas trafimy na starówkę, a tu robie się już znacznie przyjemniej. Można wręcz odetchnąć.

Całe miasto rozlokowane jest na stromych zobaczach. Idziemy kawałek pod górę, zygzakami, by nagle wyjsć na otwartą przestrzeń i znaleźć sie nad dachami kolejnej dzielnicy. Krążymy zygzakami to w górę, to w dół mijajac kolejne pałace i wytworne kamienice.

SONY DSC

Centrum starówki to Palzzo Ducale i katedra San Lorenzo. O ile pałac prezentuje się nawet wdzięcznie, to katedra jest raczej przeciętna. Nawet lwy przy jej wejściu mimo romiaru wydaja się być bez wyrazu, znudzone turystami i otoczeniem. My wracamy głównym deptakiem Via San Lorenzo do portu. Tu jeszcze zdjęcie pod repliką XVII-wiecznego galeonu i można ruszać dalej w drogę.

Genuę odwiedzić warto, ale czy na dłużej – chyba nie.

Sestri Levante, Liguria, Italy

Sestri Levante, Rapallo i Portofino, czyli wschodnie wybrzeże Ligurii

Wielkanoc w Pradze