Grande Venezia – Wenecja w jeden dzień

W każdym przewodniku na liście obok koloseum i krzywej wieży w Pizie znajduje się Wenecja. Niegdyś potężne imperium śródziemnomorskie z sercem poprzecinanym kanałami, dziś pułapka ściągająca turystów z całego świata. No tak, nie zobaczyć Wenecji, to niemalże nie być we Włoszech. A ponieważ jesteśmy na samym początku odkrywania Italii, to nie pozostaje nam nic innego, jak zaplanować jednodniowy wypad do miasta na wodzie. Zatem oszczędnie, choć nie szczędząc butów zapraszamy na zwiedzanie Wenecji w jeden dzień.

6:40 rano

Autem do Wenecji pchać się nie chcieliśmy. Niby parking jest, ale nie tani. Niby most też jest, ale korki. No i gdzieś trzeba się też zatrzymać na noc, a Wenecja i okolice do tanich nie należą. Za naszą bezę wypadową posłużył więc kemping pod miastem. Niczym dwa skowronki meldujemy się więc na przystanku autobusowym, z którego o 6:40 odjeżdża busik. Jesteśmy chyba jedynymi turystami, bo ani aparatu, ani przewodnika nikt tu nie ma. Ludzie jadą otwierać kramy, rozgrzewać piece, wystawiać stoiska i zagniatać ciasto. Po prostu, jadą do pracy, by przemysł wenecki kręcił się o jeden dzień dłużej.

Wenecja z rana

7:30

Szybkie cappuccino w pierwszej napotkanej i otwartej kawiarni i jesteśmy gotowi, by zapuścić się w labirynt uliczek. Nawiasem mówiąc, kawiarnia bArCollo mieszcząca się przy Calle dei Amai, w małym, czerwonym i bardzo charakterystycznym budynku sprezentowała nam jedno z najlepszych cappuccino we Włoszech. A może to urok miejsca tak podsycił nasze wrażenia?

Na wąskich uliczkach jesteśmy prawie sami. Ktoś w koszuli przebiegł rzucając za siebie niedbale resztkę papierosa. W bramie słychać przetaczane beczki z piwem, a gdzieś nad głowami o blat stuknęła zastawa. Miasto się budzi do życia. 

Wąskimi uliczkami, to przez most, to placyk brniemy do centrum. Rialto o tej porze jest opustoszały, stragany ma pozamykane, a na środku można bez problemu zrobić sobie zdjęcie. Za dwie godziny most zaleją tłumy.

SONY DSC

8:00 – Palazzo Ducale

Okienko kasy Palazzo Ducale (Pałac Dożów) uchyla się i możemy kupić bilety. Wraz z nami wchodzi garstka osób, które podobnie do nas, przezornie wstały rano. Ktoś właśnie ziewnął. Chyba nie pił dobrej kawy.  My za to z biletami i przewodnikiem w dłoni oraz pobudzeni kofeiną ruszamy przez dziedziniec podziwiać perełkę architektury i sztuki weneckiej.

Pałac Dożów - Wenecja
Pałac Dożów

Schodami Gigantów w górę, potem przez kolejne sale i tarasy. Tu dzieła sztuki, tam armata. Tu malowidła, tam gabloty z orężem. Jeszcze na koniec główna hala pałacu skąpana w złocie i o kunsztownych zdobieniach podkreślających rangę dawnej potęgi i bogactwa. Tak, Sala del Maggior Consglio to obowiązkowy przystanek na kilka westchnień zachwytu i niechybnie złapanie oddechu. 

Pałac Dożów
Pałac Dożów

A potem, by głośnych oddechów było więcej, to przez Mostek Westchnień do lochów i więzień. Co prawda wystrój podziemi i cel odbiega znacznie od pałacowego stylu, lecz miejsce jest niewątpliwie ciekawe.

Pałac Dożów - Wenecja
Wenecja

10:15 – Basilica di San Marco

Gdy wychodzimy z pałacu tłum zdążył już zalać ulice i Plac św. Marka. Z każdym kwadransem ludzi przybywa, więc szybkim krokiem kierujemy się do Bazyliki licząc, że zdążymy zwiedzić ją bez ścisku. Udało się! Po przekroczeniu progu wita nas chłodne, mroczne i przytłaczające wnętrze, w którym unosi się nieodzowny zapach wilgotnego kurzu. 

Bazylika to zlepek architektury wschodu i zachodu, ubranej w łupy setek wypraw i oblanej złotem. Wysuszone  szczątki świętych, piękne sklepienia i wiekowe obrazy świętych o wątpliwej urodzie. Na piętrze jeszcze nieco historii i trochę więcej sztuki w muzealnej otoczce. Zrabowane i słynne konie też stoją pod dachem. Te na zewnątrz, obok których chodzimy po balkonie, to tanie repliki. Balkon Bazyliki to chyba najlepszy widok na Plac Świętego Marka. Wyżej jest tylko Kampanila, ale z niej… no właśnie, nie widać samej Kampanili!

Bazylika św Marka
Wenecja
SONY DSC

11:45 przez labirynt na śniadanie

Basilica di Santa Maria della Salute

Ulubioną przez E. Hemingway’a przystań o nazwie Harry’s Bar mijamy szerokim łukiem. Na whiskey jest za wcześnie, a piwo w knajpie… no cóż, zbyt drogie. Zamiast tego przez znów przez labirynt uliczek, przejść, mostów i kanałów większych i mniejszych trafiamy na schody kościoła Santa Maria delle Salute. To drugi obok Kampanili najbardziej charakterystyczny punkt na weneckim horyzoncie.

Ogromna bryła barokowego gmachu, z kulistymi kopułami inspiruje artystów od wieków. My natomiast w cieniu i przy samym wylocie Canale Grande robimy sobie przerwę. Na kanapkę i chwilę odpoczynku. Jeśli planujecie wypad do Wenecji w listopadzie, poszukajcie w kalendarzu święta upamiętniającego wybawienie miasta od zarazy. Wtedy przez most z łodzi na Canale Grande mieszkańcy udają się w procesję ze świecami właśnie do Salute.

My natomiast wybieramy się na rejs. Nie gondolą, lecz tramwajem wodnym. Za kilka euro kupujemy bilety, by z wody rzucić okiem na otaczające nas kamienice. 

Wenecja
Wenecja
Wenecja

13:00 Rialto i San Polo

Z tramwaju wodnego wysiadamy zaraz za mostem Rialto – po wschodniej stronie. Wczesnym popołudniem przeprawa wydaje się zbyt wąska na taką ilość ludzi.  Co najmniej dwukrotnie. Gdy udaje nam się już przepchać, zapuszczamy się ponownie w uliczki San Polo i wolnym krokiem zmierzamy na zachód.  

Unikanie głównych arterii jest chyba najbardziej ciekawe. Wysokie, stalowe bramy bronią domostw ostatnich Wenecjan, którzy starają się odciąć od turystów wszelkim sposobem. O desperacji świadczą wiszące kartki i tabliczki sugerujące mniej lub bardziej delikatnie prośby o nierobienie zdjęć lub oddalenie się. Wenecja pustoszeje – wynajęcie mieszkania to dobry biznes. A jeśli do tego uwzględnić koszty życia windowane przez niezaspokojony apetyt przyjezdnych, to biznes ten dla wielu okazał się wręcz konieczny. 

Wenecja

Około godziny 14:00 udaje nam się znaleźć mały mostek, zakątek gdzieś na obrzeżach. Mało kto się tu zapuszcza, raczej goście z walizkami i kelnerzy z koszykami warzyw. Turystów, nawet z przypadku, nie ma wcale. W cieniu, na murku robimy chwilę przerwy.

Wenecja
Wenecja
SONY DSC

15:00 Późny lunch

Jeść też trzeba. A nas głód dopadł już srogi. Jesteśmy na Campo Santa Margherita, na zachód od zakrętu Canale Grande. Duży plac z dwoma rozłożystymi drzewami wydaje się aż nazbyt przytulny. Restauracji, osterii i barów jest tu kilka. Ceny mają nieco bardziej rozsądne niż w centrum, więc korzystamy z okazji, by zaspokoić burczenie w brzuchu pizzą i wziąć łyk (lub dwa) orzeźwiającego wina. Jesteśmy jedynymi klientami, więc kelner uwija się przy nas i zagaduje rzucając co rusz drobnym żarcikiem. I w Wenecji można liczyć na dobrą obsługę!

17:30 Czas na powrót

Klucząc zygzakiem przez kolejne uliczki kierujemy się powoli w stronę Dworca Kolejowego i placu Cannaregio. To ostatni punkt miasta, z którego na przystanek autobusowy już blisko. Zmęczeni, ale pełni wrażeń możemy wracać na kemping.

Wenecja
Wenecja

Wenecji podsumowanie

Mało które miasto, czy miejsce obdarzone jest równie kontrastową renomą co Wenecja. Z jednej strony absolutnie każdy jest uwiedziony opowieściami o pięknych kamienicach stojących w wodzie. Z drugiej – każdy też słyszał plotki o horrendalnych cenach, tłumach i atmosferze niemal tak tragicznej jaką spotkać można tylko w slamsach. I pomimo tej ponurej metki, z niewątpliwie wyjątkowo wyśrubowaną ceną, Wenecja ściąga tłumy. I tłumy wyjeżdżają z niej zadowolone.

My do tego zadowolonego tłumu też musimy się zaliczyć, bo mówiąc wprost – podobało się nam. A mity, którymi często byliśmy karmieni w naszym przypadku nie ziściły się zbytnio. Ludzi jest sporo, ceny są wysokie, a lekki zapaszek czasem daje się wyczuć (czasem i lekki). Miasto jest za to urocze i można w nim zostawić serce. Lub dwa. 

No powiedzcie, czy nie chcielibyście sukienki od Prady? Nawet jeśli jest ona lekko u spodu naderwana? My do Wenecji wrócimy!

  • kirzenska

    Byłam w lipcu i prawie padłam z gorąca. Zgodzę się, że zdania mogą być podzielone. Sama mam wiele za i przeciw

  • Monika

    Bardzo chętnie spróbowałabym prawdziwego włoskiego cappuccino. Uwielbiam kawę, ale o ile dobrej kawy można się w Polsce napić, to o dobrym cappuccino można chyba tylko pomarzyć. Pozdrawiam:)

    • Karol Klat

      Nie wiem jak cappu, ale najlepsze espresso piłem nie we Włoszech, ale w Polsce ;) W Sopocie (‘las’). Lekko mistyczne przeżycie, polecam.

  • Uwielbiam Włochy i Wenecja jest na mojej liście must-see :)

    Bardzo rzetelny i przydatny post – przyda mi się kiedy sama będę planować wypad do tego miasta :)

  • Gleam Oblivion

    Cudowne zdjęcia. Takie nasycone. I to słońce. Bardzo mi brakuje takiego ciepełka. Nigdy nie byłam, ale może kiedyś uda mi się odwiedzić Wenecję. Chyba muszę męża zmolestować ( jakkolwiek dziwnie to brzmi). Mnie ciągnie ponownie do Maroka. Mieszkałam tam 6 lat temu. Załuję, że musiałam wracać :)

Vicenza

Z Padovy do Ferrary – migiem