Karkonosze od czeskiej strony – pod Łabskim Szczytem zimą

Wreszcie znalazł się weekend by wybrać się w góry. Tym razem postawiliśmy na czeską stronę Karkonoszy i Szpindlerowy Młyn. Pomysł był taki, by jeden dzień pojeździć na nartach, a dwa dni spędzić na szlaku. A śniegu jest akurat na tyle, by z wyprawy czerpać przyjemność. Nasz cel – Łabski Szczyt nie został osiągnięty z powodu pogody, ale i tak było przyjemnie!

Dzień pierwszy – podejście 10km

Żółty szlak nad Horni Misecky

W drogę ruszamy rano, o 8:30. Gdy wychodzimy z hostelu w centrum Szpindlerowego Młyna jest “tylko” -17ºC. Zimno to mało powiedziane. My na szczęście jesteśmy dobrze na to przygotowani.

Nasz szlak wiodący do Łabskiego Szczytu przebiega w sporej części trasami narciarskimi, więc przez pierwsze 2h idziemy po pięknie wyratrakowanym śniegu. W Horni Misecky dopiero odbijamy na żółty szlak – tu jest nieco trudniej. Puch najpierw rozdarty został przez kogoś na snowboardzie, potem szlakiem puścił się przynajmniej jeden narciarz. Dla nas wybawieniem są jednak wydeptane ślady, po których dzielnie stąpamy. Mały krok w bok i noga zapada się po kolano. Trzeba uważać.

W końcu wychodzimy znów na trasę biegową, oznaczoną czerwonym kolorem. Po ostatnich krokach przez nawiany, luźno związany śnieg czujemy się co najmniej jak na chodniku.

Vrbatova Bouda jest zamknięta. Chyba zamarzła. Im wyżej wychodzimy, tym robi się zimniej. Do tego przenikliwy wiatr potęguje uczucie zimna. 

Do Labskiej Boudy docieramy około 13:30. Chwilę później całą okolicę spowija chmura, a widoczność spada. Łabski Szczyt odpuszczamy – ani pogoda przyjemna, ani chęci na wejście wyżej nie ma. Chociaż głód można szybko zaspokoić knedlem z owocami. Do tego grzaniec i… od razu jakoś tak przyjemniej. Wieczór upływa nam na audibooku i małym piwku.

Labska Bouda

Labska Bouda nie ma za wiele wspólnego już z typowym schroniskiem, jakie znamy z polskiej części gór. To hotel, który dla mniej wymagających turystów ma też miejsce. Ale hotel – z restauracją, ładnymi pokojami w całkiem przyzwoitym standardzie i zadbanymi łazienkami. Jeśli planować wyprawę po górach, to w tym miejscu na pewno można dać nogom i duszy odpocząć (chociażby w saunie).  Link do Labskiej Boudy.

Labska Bouda
IMG_3137
Żółty szlak nad Horni Misecky
Śnieżka z Vrbatowej Boudy
U čtyř pánů
Centrum Nadawcze nad Śnieżnymi Kotłami
drogowskazy

Dzień drugi – zejście 15km

Z rana wita nas mgła. W takich warunkach tym bardziej nie chcemy wchodzić po szlaku, którego nie znamy, zwłaszcza, że śniegu sporo przybyło. Decydujemy się na powrót do Szpindla. Im niżej – tym ładniej. Na wysokości Horni Misecki wita nas słoneczna pogoda i z promieniami na twarzy, nieco okrężną drogą schodzimy do miasta.

IMG_3160
IMG_3162

Gdzie zjeść w Szpindlerowym Młynie? W Belmonte!

Definitywnie Belmonte ma najlepszą pizzę w tym małym, górskim miasteczku! Definitywnie jest to też jedna z lepszych pizz, jakie w ogóle jedliśmy. Wieczorami ciężko tu o miejsce, ale warto poczekać. Opalany drewnem piec i dobre składniki… czego chcieć więcej?! Belmonte to także hotelik, choć nie najtańszy (link).

  • Ale super spędzony czas:) Dzięki za polecone miejsce, gdzie można zjeść super pizzę!:D Ja uwielbiam włoską kuchnię, więc przy okazji wycieczki do naszych czeskich sąsiadów, chetnie się tam wybiorę! Pozdrawiam!

  • To musiała być świetna przygoda :D Kiedy następna wyprawa?

  • Jak pięknie <3

  • Wow, udało Ci się sprawić, że przez chwilę nawet zatęskniłam za zimą, mimo że od kilku tygodniu z utęsknieniem wypatruję wiosny :) Piękne zdjęcia i zazdroszczę motywacji do takich wypraw :)

  • Piękne widoki <3 Ale tych -17 to nie zazdroszczę ;)

  • Łukasz Kłosiński

    Bajeczną pogodę trafiliście, szkoda, że tak mało fotografii :(

Skalne miasto zimą

Skalne Miasto zimą

Rudawy Janowickie - Starościńskie Skały

Rudawy Janowickie na szybki spacer niebieskim szlakiem