Lago di Sorapis – gdzie odbija się Palec Boga

Dolomity widziane przez wizjer aparatu, dają artystyczne spełnienie oraz pozwalają na rozwinięcie umiejętności oraz kreatywności. Gdziekolwiek się nie wybrać, szansa na zrobienie fantastycznego zdjęcia znajdzie się zawsze. Niezależnie od pogody i pory roku, inspiracje czekają wszędzie. A z nimi często też czysta przyjemność obcowania z surową przyrodą. Ot… raj dla fotografów krajobrazu. Jeśli czegoś mi w Dolomitach do tej pory brakowało, to były to malownicze górskie jeziora. Do czasu. Lago di Sorapis, gdzie odbija się palec Boga.

Wiedziałem, że muszę się tam wybrać. Gdy pierwszy raz zobaczyłem na zdjęciach turkusową taflę jeziora odbijającą żółte szczyty, stało się dla mnie jasne, iż jest to jedno z ciekawszych i bardziej fotogenicznych miejsc w Dolomitach. Położone w małej dolinie, ze schroniskiem tuż obok, Lago di Sorapis wydało mi się obowiązkowym miejscem na wycieczkę. Obowiązkowo z noclegiem.

Do jeziora i schroniska Vendelli dostać się można z dwóch stron. Droga pierwsza to pokonanie grzbietów masywu Sorapis w ciągu dwudniowych zmagań na via ferracie (szlaki 243, 247, 242).. Druga trasa, łatwiejsza, wiedzie z Passo Tre Croci szlakiem 215. Wybieramy wersję skromniejszą w doznaniach. Wiecie, tak z przyzwyczajenia ;-)  Pakujemy plecaki i ruszamy pod górę.

Trail to Lago di sorapis

O ile dojście do Lago di Sorapis od tej strony nie wiąże się z pokonywaniem znacznych przewyższeń (łącznie około 400m w górę), to ścieżka nie jest wcale prosta. Zaraz po wyjściu z lasu trafiamy na półkę skalną, która z kolejnymi krokami staje się coraz węższa i bardziej eksponowana.

Najpierw pojawiają się metalowe stopnie, potem schody z barierką. Za nimi szlak ubezpieczony jest liną. Z dużym plecakiem załadowanym śpiworami, sprzętem fotograficznym i ciuchami nie idzie się tu komfortowo. Zwłaszcza gdy trzeba mijać innych turystów schodzących z góry. Kolejny odcinek z liną. Po prawej ściana, po lewej przepaść. Przed chwilą jeszcze było widać czubki świerków. Teraz czubki zostały gdzieś poniżej. Spojrzenie za krawędź jakoś przychodzi ciężko. Na szczęście ten brak komfortu rekompensują widoki. A te są świetne!

To Lago di sorapis - 215

Gdy półka skalna przechodzi w las, wiemy, że mamy już blisko. W schronisku Vendelli meldujemy się o 17:30. I jesteśmy tu sami. Ostatnich turystów musieliśmy minąć na szlaku. Ciszę jedynie zakłóca szczekanie schroniskowego psa. Nawet obsługa gdzieś zginęła. Po kilku minutach czekania ktoś pojawia się na nasze “Bongiorno, hop hop”! Starszy pan, ni w ząb nie mówiący po angielsku dogaduje się z nami na migi. Tak i uff, jesteśmy na liście! Drobne zamieszanie, krzyknięcie w kierunku zaplecza, jakaś odpowiedź z głębi i… dostajemy klucz.

Typowy, leciwy pokój z pryczami. Skrzypiącymi niemiłosiernie pryczami o stalowej, też leciwej ramie. Ale… toaleta jest, pościel też. Znów noszenie śpiworów i dmuchanych poduszek okazało się zbędnym wysiłkiem. No cóż… przynieśliśmy, to użyjemy. Ale na przyszłość: zapytamy się o pościel robiąc rezerwację. Druga konkluzja na przyszłość: do schronisk wystarczą jakieś małe i lekkie śpiwory. No tak, lista zakupów zaktualizowana!

Samo schronisko jest pięknie położone. Z tarasu roztacza się genialna panorama: Misurina i Trzy Kominy domknięte z prawej i lewej ścianami doliny. Dookoła za to szczyty masywu Sorapis. Miejsce urocze, lecz warunki surowe. Do utrzymania takiego miejsca potrzeba odpowiednich ludzi.

Obsługa schroniska idealnie tu pasuje. Załoga z początku sprawiająca wrażenie nieco szorstkiej, okazuje się równą rodziną o nieco sarkastycznym poczuciu humoru. Pomocni, lekko przekorni i uśmiechnięci, są absolutnie bezproblemowi.

Lago di Sorapis

Ponieważ kolacja będzie dopiero o 20:00 więc wybieramy się na rundkę dookoła jeziora. Od schroniska to raptem 5 minut po kamienistym szlaku. Kilka kroków i turkusowa tafla wyłania się spomiędzy skał i liści. Fantastycznie! Wzdłuż prawego brzegu biegnie wąska ścieżka z uroczymi punktami widokowymi. Aż ciężko nie rozłożyć się tu ze statywem.

Dito di Dio, Palec Boga, ponad Lago di Sorapis

Niezmącona, nieprzejrzysta woda przypomina kisiel miętowo-jagodowy, z domieszką mleka lub śmietany. A nad tym turkusowy lustrem, wręcz bezczelnie, Dito di Dio, Palec Boga, wskazuje na nieboskłon. Oświetlony przez chylące się ku zachodowi słońce wygląda faktycznie bosko! Co tu dużo mówić, Dito di Dio odbijający się w Lago di Sorapis to jeden z ikonicznych motywów, jakie spotkacie na fotografiach Dolomitów. No dobra, nie mamy czasu na peany i modlitwy ku czci uroków natury. Ruszamy dalej!

Południowy brzeg jest płaski i trochę nudny. Można za to połazić tu po śniegu, który ciągle zalega po obfitej w opady zimie. Mimo iż jest końcówka czerwca, nad jeziorem panuje ciągle kwitnąca wiosna. Kwiatów jest ciągle mnogo, choć dwa lub trzy tygodnie wcześniej musiało być tu niczym w ogrodzie botanicznym!

Okrążenie jeziora to jednak trudniejsza sprawa niż nam się wydawało. Lewy brzeg jest o wiele bardziej stromy i skalisty. By pokonać niby krótki odcinek, trzeba się wspiąć z 70m i poprzedzierać przez zarośla. No cóż… damy radę. Wszak kolacja za 45 minut, a my wręcz marzymy o prysznicu!

Lago di Sorapis

Kolacje w dolomickich schroniskach przestały nas już zaskakiwać. Są po prostu, z definicji, tradycji i niebiańskiego obowiązku wyśmienite. Pierwsze danie, drugie, deser. Kolejno na stół trafiają : makaron z ragu, makaron z cukinią i białym serem, stek i pulpety, a na koniec lody. Rozkosz.

W międzyczasie szybki wypad na zewnątrz, by stawić czoło odwiecznym dylematom: jeść zimne i robić zdjęcia, czy jeść ciepłe i łapać ostatnie promienie słońca na okolicznych szczytach. Haaaa tym razem dało się pogodzić jedno z drugim!

Łyżkę dziegciu do tej słodkiej beczki dolomickiego miodu dolewa niestety wycieczka alpinistyczna z Rosji. Głośni, roszczeniowi, nie szanujący ciszy nocnej i spokoju. No cóż, do europejskiego poziomu jeszcze nie wszyscy dorośli… szkoda. Po minach i spojrzeniach innych gości widać, że nie tylko my jesteśmy tym towarzystwem poirytowani.

Poranne posiłki w schroniskach dolomickich też kręcą się dookoła jednej tradycji: minimum. Nie jesteśmy już zaskoczeni kontrastem między wystawną kolacją a skromnym śniadaniem. Kilka kromek chleba z dżemem, płatki, rozpuszczalna kawa z termosu o wojskowych rozmiarach… i tyle.

Rano udaje się zrobić jeszcze kilka zdjęć – oświetlony wczesnymi promieniami Dito pięknie kontrastuje z turkusem wody. Poza tym jednym motywem ciężko o tej wczesnej porze znaleźć coś jeszcze. Czas wracać do auta i ruszać dalej…

Trail 215 in dolomites, szlak 215

Lago di sorapis – praktyczne informacje

  • Szlak 215 wymaga odrobiny głowy do wysokości, jeśli nie chodziliście wcześniej po eksponowanych trasach – może być ciężko
  • Szlak mimo to nie jest męczący
  • Późnym popołudniem ścieżka przez większość czasu jest zacieniona, zdjęcia ze szlaku tu prezentowane robione były głównie rano
  • Jeśli nastawiacie się na zdjęcia warto tu być późnym popołudniem, wtedy dolina jest doświetlona. Przed południem Dito widziany od strony jeziora będzie cały w cieniu. Inna pora to poranek, choć tylko dla zdjęć z refleksem w jeziorze.
  • Szlak raczej nie dla małych dzieci, ze względu na kika przeszkód, gdzie trzeba bardziej zadzierać nogi. Z nosidełkiem może też być ciężko – gałęzie wiszą tu nisko, trzeba się czasem schylać. Z dużym plecakiem było miejscami nieprzyjemnie.
  • Parking przy Tre Croci jest darmowy. Jakkolwiek około 10:30 jest już mocno zapchany. Po 15:00 – będzie już pusto.
  • Czas potrzebny na przejście szlaku 215 w tą i z powrotem oraz rundkę dookoła jeziora to około 6-7h

Jeziora w Dolomitach popularne wśród fotografów:

  • Pragser Wildsee (Lago di Braies)
  • Lago di Misurina
  • Sadzawka pod Trzema Kominami – tu więcej
  • Sadzawka przy Bata di Sagantini, przy Passo Role w masywie Pale di San Martino
  • Niegdyś przy Passo Giau było małe jeziorko, ale spuszczono z niego wodę
Cascada di Fanes - Via ferrata w Dolomitach

Giovanni Barbara – via ferrata pod wodospadem

Tre Cime di Lavaredo

Trzy Kominy na własność