Malaga na Wielkanoc, czyli szpiczaste kaptury i Semana Santa

Zgromadzony na ulicach Malagi tłum rozdziela szeroka linia. Niczym ziemia niczyja, środek alei jest pusty. Atmosfera gęstnieje. Tłum czeka. Kolejna minuta, kolejne spojrzenie na zegarek. Jeszcze chwila. Jeszcze… Idą!Środkiem, krok w krok. Są coraz bliżej. Orkiestra gra. Suną powoli do przodu, w szpiczastych kapturach, w długich i ciężkich szatach. Pierwsza para, druga, dziesiąta. Niosą świece, monstrancję, krzyż. Nazarenos maszerują równo, a każdego odprowadzają spojrzenia gapiów. W tle słychać westchnienia, a gdzieś w oddali powoli płynie nad głowami potężna figura Jezusa – Trono niesiona setką barków. Powietrze przenika upojny, siwy zapach kadzidła. Tak, jest Wielkanoc i Wielki Tydzień, hiszpańska Semana Santa, a nas gości dziś Malaga.

Malaga semana santa

Do Malagi docieramy samolotem z Wrocławia. Na lotnisku bierzemy samochód, do hotelu i w miasto. Dziś jest Wielki Piątek, kulminacja obchodów Wielkiego Tygodnia w Maladze – tu zwany Semana Santa. Te święta w Hiszpanii obchodzi się z przytupem i przez cały tydzień.

Semana Santa na ulicach Malagi

Nawet jeśli ktoś bardzo by chciał, to nie ucieknie przed Wielkanocą w Hiszpanii. Wszyscy i wszędzie świętują. Każda z parafii “wystawia” w dzień upamiętniający śmierć Jezusa swoją procesję, która skupia dookoła siebie lokalną społeczność i sporą grupę przyjezdnych. Całość jest relacjonowana przez radio i telewizję, a miasto doznaje komunikacyjnego paraliżu. Zastrzyk świętości wyłącza z ruchu główne arterie i wypycha na nie wszystkie pokolenia mieszkańców.

Pochody tworzą bracia zrzeszeni w cofradías penitenciales –  wspólnoty, które odróżnić od siebie można po kolorze szat i symbolice. Bractwa to uosobienie tradycji i oddania wierze – najstarsze liczą sobie klika wieków i setki członków. Każde z bractw w Maladze odpowiada za inną figurę, zwaną Trono lub Pasos, wiernie przedstawiającą sceny z Biblii. Z niemałym rozmachem. 

Malaga semana santa

Przed Trono maszerują Nazarejczycy w charakterystycznych, szpiczastych kapturach. Szpic stroju wskazuje niebo – kierunek zbawienia, a pozycja w pochodzie oddaje miejsce w hierarchii bractwa. I tak pochód otwierają najmłodsi (nazarenos de luz) niosący gromnice a bliżej platformy maszerują nazarenos de fila. Nazarenos portadores niosą symbole bractw – księgi, artefakty czy insygnia. 

Malaga semana santa

Jedni przemierzają pochód boso, modląc się o wstawiennictwo za sobie znaną i niechybnie ważną sprawą, inni chodzą w czarnych adidasach. Jedni maszerują dostojnie i z dumą, inni plączą się od prawej do lewej zatrzymując się co rusz na zdjęcie z rodziną. Jednych wiedzie głęboka wiara i oddanie religii, inni udział w procesji traktują jako tradycję rodzinną niezwiązaną zupełnie z wiarą. Najwięcej radości z początku mają dzieci. Jednak zabawa szybko się nudzi i męczy. Obok procesji kroczą rodzice, z butelkami wody, batonami i twarzami wymalowanymi dumą, przejęciem i zakłopotaniem. Podniosłość atmosfery rozmywa się wraz z kolejnymi godzinami, by ustąpić miejsca raczej rodzinnemu happeningowi. Podobnie zresztą bywa na procesjach na Malcie.

Procesja w Maladze

Procesji jest kilka, a im bliżej katedry, tym robi się gęściej. Wszystkie zmierzają właśnie do bram głównej świątyni w Maladze. Pierwsze docierają do celu późnym popołudniem, ostatnie – w okolicach północy. Końcowy odcinek przemarszu otaczają pełne ludzi trybuny (najlepsze miejsca rozchodzą się na rok przed świętami). Stąd podziwiać spektakl jest najlepiej.

My natomiast zwiedzamy Malagę przecinając co rusz trasy pochodów.

Malaga semana santa

Malaga spacerem

Zwiedzanie Malagi zaczynamy od wdrapania się na Castillo de Gibralfaro – zamek obronny, wzniesiony w XIV w. przez muzułmańskiego władcę Grenady. Cała dzisiejsza Andaluzja powstała na zgliszczach i ruinach miast i twierdz pobudowanych przez arabskie dynastie i emirów, a zwłaszcza Nasrydów.

Ze wzgórza, 130m nad miastem rozpościera się fantastyczny widok na skąpaną w słońcu okolicę. Jest wczesne lato, 27’C nie daje się we znaki, a zieleń jest jeszcze zielona. Nie wypalona słońcem.

Schodzimy w kierunku starówki mijając wąskie uliczki, kamienice i dziesiątki fantazyjnych murali. Przecinamy trasy kolejnych dwóch procesji. Kilka ulic, placyk, rzymski amfiteatr i trafiamy do serca Malagi. Stara, niedokończona katedra. Budowano ją przez trzy stulecia, bez spektakularnego finału – ostatnia zbiórka na południową wieżę poszła za sprawą nadgorliwego biskupa na wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych. 

Malaga - Katedra
Malaga semana santa

Malaga ma do zaoferowania dokładnie to, czego można spodziewać się po śródziemnomorskim mieście: palmy, wąskie uliczki, budowlany chaos tworzący swoistą i niezrozumiałą harmonię oraz placyki pełne knajp i przesiadujących w nich ludzi. Sklepiki ze wszystkim i z niczym oraz parkowanie gdzie i jak popadnie. Miasto chwali się kilkoma muzeami, ale na nie dziś nie mamy już czasu.

Kręcimy się jeszcze chwilę po uliczkach, pasażach i między kamienicami. Almeda Principal – główna arteria miasta i deptak zamieniono dziś na scenę dla procesji. Podobnie Marqes de Larios. No cóż – ciężko się tu przecisnąć, więc omijamy je szerokim o przecznicę łukiem.

Malaga by night

Nasz spacer kończymy na Paseo de Espagna – ogromnym pasażu z ażurowym “zadaszeniem” i ogrodem. 

Pierwszy dzień długo wyczekiwanego urlopu za nami. 

  • BrB Adventures

    Procesje wyglądają naprawdę oryginalnie, fajnie, że w Hiszpanii jest tyle tradycji, chociaż te stroje kojarzą mi się jednoznacznie ;) Bardzo mi się też podoba zdjęcie panoramiczne aż chce się tam pojechać. :)

  • Guesswhatpl

    Świetny wpis i recenzja. Procesja rzeczywiście robi wrażenie, te kaptury i przebrania. Chciałabym to zobaczyć na własne oczy i może w przyszłym roku się wybiorę.

  • Bardzo fajny wpis! Od dawna marzy mi się, by zobazyć taką procesję na żywo. O ile się nie mylę, to kiedyś oglądałam w tv jakiś program na temat tych bractw i ich symboliki. Tak czy inaczej, uważam te procesje za nietuzinkowy element tamtejszej tradycji.

  • Mój kolega z zespołu, który jest Hiszpanem, wspominał o tych tradycjach. A teraz jak przeczytałam Twój opis, to mogę sobie to w pełni wyobrazić. Ciekawa tradycja :) Chciałabym to kiedyś zobaczyć na żywo :)

Arboretum w Wojsławicach

Arboretum Wojsławice – czyli gdzie miło spędzić czas

Caminito del Rey

Caminito del Rey, piękne widoki wyprane z adrenaliny