Sztokholm w 3 dni i bardzo mieszane uczucia

Wenecja Północy to reklamowe określenie położonej na czternastu wyspach stolicy Szwecji. I tak, Sztokholm z piękną Wenecją ma trochę wspólnego i niestety nie są to tylko superlatywy. Sztokholm to miasto, które mocno rozczarowuje, a w niektórych miejscach równie mocno odpycha. Całokształt ratują tylko pojedyncze atrakcje. Jednak w ogólnym podsumowaniu miasto  wypada…hmmm…  no właśnie. Zapraszamy do lektury, choć słodko tym razem nie będzie.

stockholm-49

Na początek subiektywne “nie”

Mało który przewodnik opisuje Sztokholm w słowach mniej przychylnych. Gdy mamy przed oczami Pałac Dożów, Rialto czy Canale Grande znane ze wspomnianej Wenecji – wpis to ciężko w tym samym szeregu obrazów ustawić Sztokholm. Po prostu – nie jest tak przyjemny dla oka. Podobieństwa zaczynają się jednak wraz z nabraniem powietrza – przez nos…

Sztokholm śmierdzi. Po prostu. Są takie miejsca, przez które chce się przejść jak najszybciej. Nie jest to na szczęście unosząca się nad całym miastem chmura odoru, jednak uliczek i zaułków naznaczonych zapachem kanalizacji jest naprawdę sporo. Zapaszek potrafi zaskoczyć często w najmniej spodziewanych momentach i wtedy pozostaje tylko przyspieszyć kroku. Gorzej jest w niedzielę, gdyż centrum po sobotnich wojażach młodzieży jest wybitnie odpychające. Co bardziej imprezowe miejsca cuchną moczem i dosłownie są zasypane śmieciami.

stockholm-24

Drugi aspekt w którym Sztokholm prześcignął Wenecję to właśnie brud. Tu trafienie na półmetrowe usypisko to nie wyzwanie. Zwłaszcza na największej wyspie Södermalm zejście kilka kroków z głównego deptaku owocuje mało turystycznym widokiem porzuconych worków czy sterty odpadów.

Kwintesencją niechlujstwa Szwedów jest Normlam, nowoczesna część stolicy. Chodniki są tu zaklejone starymi gumami do żucia, a Sergles Torg – główny plac wspomnianej dzielnicy,  jest po prostu w czarne ciapki. Niedopałki walają się wszędzie. Jeśli do tego dorzucić szarą i ponurą architekturę betonowych lat 60tych to otrzymamy miks wprawiający w depresyjne obrzydzenia. Normlan po prostu trzeba unikać.

Na domiar złego odwiedzenie Sztokholmu przypadło nam autem. Krótkie podsumowanie wygląda tak: korek na wjeździe, korek w centrum, fatalne oznaczenia objazdów, bezużyteczna nawigacja (spora część dróg jest zamknięta z powodu robót) i 40min krążenia po obwodnicach, by dotrzeć do terminala promowego po drugiej stronie portu.

Tak – Sztokholm dał się nam poznać dobitnie z mniej przyjemnej strony. Każdy kij ma jednak dwa końce. I jak zaczęliśmy od opisania pejoratywnych przeżyć, tak należy też przyznać parę pochwał. Bo w Sztokholmie jest kilka miejsc, które przechylają szalę oceny.

stockholm-55

Atrakcje Sztokholmu i co nam się podobało

Gamla Stan

Od wsypy, na której znajduje się Stare Miasto, zwiedzanie Sztokholmu zaczyna każdy. To miejsce ma swój urok. W przeciwieństwie do innych zakątków stolicy wydaje się w całości zadbane. Klimat tworzą tu przede wszystkim wąskie uliczki i niskie przejścia pogrążone w cieniu wysokich, żółtych kamienic. Chodzimy więc po brukowanych uliczkach, zaglądając raz w lewo, raz w prawo. Na głównych traktach – Storan Nygatan i Västerlånggatan pełno jest turystów i cała okolica nastawia się na przerzucie odwiedzającej miasto masy. Jednak zejście z głównego nurtu wycieczek od razu owocuje w spokój i przyjemniejsze widoki. Co nas tu zaskoczy to przeróżne antykwariaty specjalizujące się w starych meblach, sztuce czy sprzętach żeglarskich (lub podwodnych).

Stockholm, Gamla Stan, sweden
Stockholm, Gamla Stan, sweden
Stockholm, Gamla Stan, sweden
stockholm-45

Pałac Królewski, pilnowany przez ubranych w genialnie skrojone, błękitne mundury wartowników, prezentuje się również dostojnie. A gdy przyjrzymy się budynkowi parlamentu – Riksdagshuset, to dostrzeżemy kunszt w wykonaniu elewacji. Całe nabrzeże od budynku parlamentu, wzdłuż pałacu, aż do połowy deptaku Skeppsbron jest malownicze. A zdobione secesyjnymi smaczkami kamienice dopełniają całości. Trafiamy na jakiś mały koncert to muzyki klasycznej, to orkiestry dętej. Dzieje się.

stockholm-43

Riddarholmen – zachodnia część Gamla Stan to obiekty sakralne i również przyjemne dla oka widoki. Do Domu Rycerstwa (Riddarhuset) na szykowną uroczystość jednak się dziś nie załapiemy – fraki i suknie wieczorowe zostały w domu. A szkoda, bo aż miło się patrzy na szykownie ubrane towarzystwo znikające w drzwiach szalenie zdobionego gmachu.

Stockholm guard in front of Royal Palace

Södermalm

Nie zapuszczajcie się tu tylko zbyt głęboko – nie warto. Warto za to przejść się na Ejallgatan na punkt widokowy oraz wdrapać się na Katarinahissen – windę (teraz nieczynną), z której rozpościera się świetny widok. Zachodnia część nabrzeża jest zdecydowanie mniej porywająca. Choć można tu kilka ciekawszych zakamarków znaleźć, to całość jakoś nas nie przekonała.

stockholm-23
stockholm-18

Rejs tramwajem wodnym

To obowiązkowy punkt podczas wizyty w Sztokholmie (tak – podobnie, jak w Wenecji). My wybraliśmy się nieco przypadkowo (znowu to szczęście) na przeprawę od Gamla Stan do Djurgarden. Z pokładu szybko mknącej łodzi rozpościera się piękny, niezmącony szarym betonem, widok na starówkę.

Stockholm, Gamla Stan, sweden

Skeppsholmen – Wyspa Statków

Wyspa Statków swoją nazwą zdradza tylko część swojego przeznaczenia. Tak – cumuje tu sporo jachtów i pięknych łodzi, ale poza marynistycznym charakterem ukrywa ona między drzewami parku Muzeum Sztuki Współczesnej i całkiem sporą ilość kolorowych i nietypowych rzeźb. To też jest chyba najprzyjemniejsze miejsce w Sztokholmie na romantyczny spacer.

stockholm-59
stockholm-61
stockholm-60
stockholm-63

Östermalm

A dokładniej środkowa część tej olbrzymiej dzielnicy, między Normalm a mostem prowadzącym na Djurgarden, to frywolny romans secesji i snobizmu. Piękne kamienice z drogimi restauracjami i jeszcze droższymi butikami przyciągają tylko posiadaczy grubych portfeli. Przy nabrzeżu cumują oczywiście sporych rozmiarów jachty, a parkingi… co tu więcej pisać – po prostu po ludziach widać, że byle kto tu nie chadza.

stockholm-56
stockholm-57
stockholm-52

Djurgarden

Zmierzamy powoli w kierunku Djurgarden – centrum, gdzie mieszkańcy Sztokholmu chodzą odpocząć i poszaleć. Tu postawiono Tivoli – pstrokaty park rozrywki, ogromny park – Skansen z zrekonstruowanymi domostwami i muzea. Z tym najważniejszym – Vasa Muzeum.

stockholm-101

Vasa Museum – Muzeum Statku Vasa

Jeśli mamy podać tylko jeden argument, dla którego Sztokholm broni się przed druzgocącą krytyką to jest to Muzeum Statku Vasa. Definitywnie to jedno z tych muzeów na świecie, które po prostu trzeba zobaczyć. Nie jest to wielkopowierzchniowy labirynt jak Louvre, Muzea Watykańskie czy British Museum. To po prostu jedna, duża hala z kładkami i balkonami, które na trzech poziomach otaczają zrekonstruowany, flagowy żaglowiec szwedzkiej floty.

Całe muzeum poświęcone jest jednemu, sztandarowemu statkowi zbudowanemu w na chwałę króla Gustawa II Adolfa – Vasie. Tu możemy obejść cały okręt, wejść pod kadłub, przecisnąć się przez rekonstrukcję pokładu artyleryjskiego czy też złapać za ster. Do tego sporo dowiedzieć się o szkutnictwie i przyjrzeć się przekrojom burty, rynsztunkowi załogi oraz poznać technologię, która pozwoliła wydobyć wrak z dna i zakonserwować go. Tak, jak sam statek jest fascynujący, tak jego historia jest jeszcze bardziej intrygująca.  

vasa museum
vasa-museum-9
vasa-museum-8
vasa-museum-13

Budowa, zatonięcie i wydobycie z dna – krótka historia statku Vasa

“Wiatr w żagle, sztandar na maszt… szykować się do salwy. Ruszamy w morze” – tak powinny brzmieć pierwsze komendy wydane 10 sierpnia 1628 r. na najpiękniejszym okręcie marynarki szwedzkiej, oczku w głowie króla. Historia statku jednak przebiegła zgoła inaczej. Ale… od początku.

Statek, tworzony na osobiste zamówienie monarchy, już w samej idei i planach budził zastrzeżenia. Nikt bowiem wśród doświadczonych, bądź co bądź, szkutników szwedzkich nie tworzył wcześniej tej wielkości jednostki. Na domiar złego, podczas budowy zmarł główny inżynier – Henrika Hybertsson, odpowiedzialny za projekt i nadzór wykonania. Gdy dołożyć do tego presję i zachcianki króla, który dramatycznie potrzebował sukcesu i wzmocnienia wizerunku, to problemy rodzić zaczęły się same.

Szwecja uwiązana w wojnę z Polską, potrzebowała silnej floty do kontrolowania wód. Zdobyte panowanie nad Bałtykiem coraz trudniej było utrzymać. Tym samym presja i pośpiech przy budowie okrętu narastały z każdym miesiącem. Statek ukończono z ogromnym wysiłkiem i poświęceniem. Jak się szybko okazało wodowanie nie zakończyło pasma niepowodzeń.. Zwieńczeniem klęsk była dokładnie dwudziesta minuta dziewiczego rejsu Vasy. Wtedy całe miasto zobaczyło, jak bajecznie zdobiony, pozłacany, sześćdziesięcio-metrowy żaglowiec przechyla się niebezpiecznie na burtę. A chwilę potem tonie na samym środku sztokholmskiego portu. Zginęła tylko garstka załogi. Duma i zachwyt prysnęły, a wraz z nimi wizerunek króla. A autorytet władcy ucierpiał bardzo, bo Gustaw II August – Lew Północy o całym fakcie dowiedział się z dwutygodniowym opóźnieniem. Spoliczkowany przez los i upokorzony oczywiście nie mógł puścić płazem tej zniewagi. Głowy jednak, pomimo wściekłości, nie poleciał i ze znalezieniem kozła ofiarnego nie było łatwo.

Zlecone przez króla śledztwo nie doprowadziło nikogo pod katowski topór. Stało się wręcz przeciwnie. Po przesłuchaniu ocalałych marynarzy, oficerów i kapitana, ustalić się udało, że balast i działa zabezpieczono prawidłowo. I pomimo mętnych i sprzecznych zeznań załogi było już jasne, że statek nie przechylił się od wiatru czy niestabilnego ładunku. Komisja skierowała swój wzrok na stoczniowców. Jacobsson, główny inżynier, nadzorujący budowę po śmierci Hybertssona wybronił się jednak lekką ręką mówiąc, że on tylko kontynuował projekt. Zarzekał się też, że wszystko było zgodnie z założeniami poprzednika i wytycznymi otrzymywanymi od władcy. Zapewniał nawet, że poszerzył statek na tyle, na ile pozwalały zaawansowane już prace. I jemu śledczy nie mogli postawić żadnych zarzutów. Dalsze szukanie winnych nie miało sensu. Ostatecznie werdykt komisji wskazał, że Vasa zatonął z powodu złego wyważenia i zbyt wysoko umieszczonego środka ciężkości. A gwoździem do trumny był dołożony  w ostatniej fazie budowy dodatkowy pokład dział. Nomen omen bezdyskusyjną decyzję o dodaniu dodatkowych armat podjął nie kto inny, jak sam król. Flagowy okręt, pod królewską banderą zatonął 120m od brzegu w zaledwie kilka minut.

Historia tu jednak się nie kończy, bo wrak dostał drugie życie. 25 sierpnia 1956 nurek Per Edvin Fälting, z zespołu młodego archeologa-poszukiwacza  Andersa Franzéna, wyszedł na pokład łodzi badawczej z informacją – Vasa został odnaleziony. Franzénowi udało się przekonać marynarkę szwedzką i rząd do podjęcia próby wydobycia wraku. Cała operacja trwała kilkanaście miesięcy. Zalegający w mule przez 333 lata Vasa został podniesiony z dna. Konserwacja, rekonstrukcja i badania trwały prawie dwie dekady. Statek trafił do obecnej hali pod koniec lat 80tych, a muzeum otwarto dla zwiedzających w 1990 roku.

vasa museum
vasa museum
vasa-museum-27
vasa-museum-29

Zapewniamy Was, że widok jest godzien tak zawiłej i nietypowej historii, a wizyta w muzeum mocno poprawiła nam nastrój i odbiór Sztokholmu. Tak właśnie wrak uratował miasto.

Szczypta historii Sztokholmu na koniec

Rzut oka na historię stolicy Szwecji pozwala stwierdzić, że nie jest to bardzo stare miasto (pierwsze zapiski pochodzą z 1252 r.), a całość życia politycznego, ekonomicznego i kulturalnego od początku kręciła się dookoła głównej z wysp – Gamla Stan, na której dziś wznosi się najładniejsza część metropolii – Stare Miasto. Na wschodzie miasto otwarte jest na Morze Bałtyckie, zachód tworzy potężne jezioro Melar. Między tymi dwoma akwenami, na czternastu dużych i kilkuset malutkich wyspach archipelagu (cały Archipelag Sztokholmski to 24 tys. skalistych wysp i wysepek) wyrosło specyficzne i bogate miasto. W 1643 Sztokholm ustanowiony został stolicą Szwecji. Dziś miasto zamieszkuje ponad 900 tysięcy obywateli różnych narodowości. Co ciekawe Polacy stanowią czwartą co do wielkości mniejszość etniczną – 10 tysięcy ludzi. Z racji położenia na licznych wyspach miasto boryka się głównie z problemem komunikacji – transport wodny obok metra to trzon. Korki – to standard.

stockholm-14
  • Fajny wpis :) Sztokholm to nie miasto do zwiedzania ”nowoczesnego centrum”, wiec raczej Norrmalm i Sodermalm odpadaja pod tym katem. To bardziej starowka – Gamla Stan i tereny zielone: piekny cmentarz lesny, liczne rezerwaty przyrody, malutkie wysepki (bo poza kilkunastoma glownymi sa tysiace mniejszych), pieknie zdobione sredniowieczne koscioly i bardzo fajnie zrobione muzea. Vasa to tylko przyklad, bo jest jeszcze duzo innych ciekawych i wiekszosc za darmo :) W sumie wszystko zalezy od tego, gdzie sie pojdzie. Podobne odczucia do Twoich mialam w Kopenhadze, gdzie tez trafilam po ”imprezowym” weekendzie (chyba wszyscy Skandynawowie tak maja…) i miasto bylo brudne i smierdzace. A jak pojechalam po raz drugi w innym czasie, kompletnie mnie zachwycilo :))

  • mam wrażenie, że zwiedzałem ciut inne miasto ;) O korkach się nie wypowiadam, gdyż autem byłem w mieście tylko raz, w piątek, było dość pusto. Fatalne oznakowanie mnie nie dziwi, tak jest w wielu szwedzkich miastach.

    Brudu nie uświadczyłem, przynajmniej takiego, który zwracałby uwagę. Problemem były remonty w centrum, które nieco przeszkadzały w chodzeniu. Może mniej czysto było w dzielnicach odleglejszych, zamieszkałych głównie przez imigrantów, ale bez przesady. Jak dla mnie Sztokholm jest znacznie czyściejszy niż np. Kopenhaga, gdzie wiatr dosłownie rozwiewał śmieci w śródmieściu :D

  • My mamy identyczne odczucia co do Sztokholmu – też nas trochę rozczarował… Co prawda w korkach nie staliśmy, ale ten brud i śmieci zostaną w pamięci chyba na zawsze. Za to muzeum Vasa – rewelacja :) Chyba głównie dla tego warto tam pojechać.

farma łosi

Oko w oko z królem lasu, czyli farma łosi w Szwecji

naantali

Turku i Naantali, czyli muminki wyjechały a została Buka