Tarragona, czyli starożytność wplatana w codzienność

Pisząc o Tarragonie, mieście położonym 100km na zachód od Barcelony, nad Morzem Śródziemnym, nie można wspomnieć o jego historii sięgającej czasów wojen kartagińskich i Rzymu, który w III w p.n.e. założył tu swoją bazę. Za armią rzymską przyszła szybko kultura, a jej najbardziej wyraźnym w mieście symbolem jest pozostałość po ogromnym amfiteatrze. Spacerując po wpisanej na listę UNESCO starówce, co rusz napotykamy na antyczne ruiny, pozostałości murów miejskich wplecionych w architekturę nowszych zabudowań. Starożytne fundamenty są tu podstawą dla budowli średniowiecznych, które dziś zaadaptowano na sklepy, restauracje i oczywiście domy.

Nowsza część miasta, od której zaczęliśmy spacer, to przestronna, obsadzona drzewami rambla. Po obu jej stronach piętrzą się eleganckie kamienice a każde skrzyżowanie dopełnione jest rzeźbą lub fontanną. Za czasów rzymskich Tarragona uchodziła za jedno z najbardziej eleganckich miast imperium. Dziś, gdy po starożytnym imperium pozostały tylko ruiny, a imperium komercyjności święci triumfy, miasto stara się usilnie być elegancką przepustką do historii, za sprawą spektakli, aranżacji batalistycznych czy świąt.

Nie udało nam się niestety zobaczyć świetnie zachowanego akweduktu – spacer w południowym słońcu był mocno męczący. Wieczór i poranek następnego dnia spędziliśmy na plaży, dając nogom nieco wytchnienia.

Na wzmiankę zasługuje jeszcze jedna rzecz związana z Katalonią i Morzem Śródziemnym – ogrom i różnorodność owoców morza w bardzo przyzwoitych cenach. Można tu posmakować i pokeskperymentować z kuchnią.

Tortosa

Stiges, Hiszpania

Sitges, europejskie centrum turystyki…