Engadyna – od Sankt Moritz po Scuol, przewodnik po najładniejszej dolinie Szwajcarii

Engadyna, długa na 100 km dolina w południowo-wschodniej Szwajcarii, jest oazą spokoju, źródłem inspiracji i miejscem pozwalającym zaspokoić pragnienia. Sport i relaks, skromność i wiktoriański przepych egzystują tu po sąsiedzku, naturalnie wręcz. Co sprawia, że ściągają tu od wieków turyści i co sprawia, że tak chętnie wracają? Oto krótki przewodnik po tym ciekawym zakątku Europy.

Pierwsze zetknięcie z Engadyną było dla mnie dziwne. Nie rozumiałem tych powszechnych ochów i achów, westchnień oraz pochlebstw jakimi darzą ją Szwajcarzy. Ot – szeroka i długa dolina tworząca łagodny, raczej nudny krajobraz. I czym tu się zachwycać? Jakieś jeziora, kilka wiosek i…. I tyle. Dziś patrzę na to miejsce inaczej – Engadyna jest pierwszą myślą, gdy na horyzoncie pojawia się weekend. Do tej krainy trzeba dojrzeć, zrozumieć je i dać mu trochę czasu. A potem odwrotu już nie ma.

Uwierzcie mi, nie ma lepszego miejsca na spędzanie czasu w Szwajcarii. Spędzanie czasu zamiast pogoni za uciekającymi godzinami. Nie znajdziecie tu pionowych zboczy wpadających do głębokich jezior, dramatycznych lodowców, góry konkurującej urodą z Matterhornem, spektakularnej architektury czy mrożących krew w żyłach zakrętów. Takich doznań, krótkich chwil zachwytu szukać trzeba gdzie indziej. Po prostu, nie przyjeżdżajcie do Engadyny na jeden dzień. Nie warto. Szkoda drogi, benzyny i Waszego czasu. Kilka dni? To co innego. Będziecie zachwyceni.

Tarasp, Engadin summer

Pory roku, czyli uroki Engadyny

Ze swoim surowym klimatem Engadyna ma właściwie tylko trzy pory roku: kolorowe lato, złotą jesień i surową zimę. 

Wiosna zaczyna się późno i gdy wreszcie śnieg opuści zbocza, pożółkłe trawy nabierają kolorów. Trwa to krótko, a cała dolina pogrążona jest wtedy w turystycznym niebycie. Natura, pasterze i hotelarze – wszyscy szybko przygotowują się do lata.

Lato przychodzi błyskawicznie. W czerwcu łąki pokrywają się dywanami kwiatów. Choć noce są jeszcze zimne, to przyroda łaknie słońca i rośliny walczą o uwagę każdego owada. Wtedy też zaczyna się sezon hikingowy i jest to najlepszy czas na odkrywanie tego fragmentu Gryzonii. Lato trwa tu długo. A zważywszy na wysokość (Sankt Moritz leży na 1822 m n.p.m.), nad wyraz długo. To właśnie wyjątkowo słoneczny klimat doliny sprawia, że i przyroda i turyści tak długo mogą cieszyć się dobrą aurą. Od lipca do września życie tętni tu z prawdziwym rozmachem. 

Jesień, a zwłaszcza październik, przynoszą pierwsze mrozy i zmuszają modrzewie do przyodziania całej doliny w jednolitą, złotą barwę. Poza nielicznymi sosnami i kilkoma brzozami to właśnie modrzewie tworzą drzewostan doliny i właśnie jesienią, jak na komendę, zmieniają kolor, by po dwóch-trzech tygodniach zrzucić igły. To fenomenalne zjawisko sprawia, że turkusowe jeziora nabierają jeszcze żywszego koloru w kontraście do żółtych barw okolicznych lasów.

Zima w Engadynie trwa długo i jest wyjątkowo surowa. Temperatury -20⁰C nie są rzadkością. Jeziora skuwa lód a łagodny krajobraz przykrywa gruba warstwa śniegu. Pod białą pierzyną puchu przyroda trwa uśpiona do maja. 

Można się zakochać, prawda? 

A teraz trochę szczegółów i pomysłów na wakacje, urlop czy wycieczkę.

Engadyna jesienią
Engadin Winter
Morterastch

Podróżowanie i wycieczki po Engadynie

Szlaki hikingowe i piesze wycieczki

Engadynę odkrywać można na różne sposoby, a pierwszym pomysłem są buty trekkingowe, kijki i plecak – szlaków wszak tu nie brakuje. Najbardziej spektakularne to te położone powyżej linii drzew i biegnące po południowych stokach. To dają przyjemność wędrowania w słońcu ze wspaniałymi widokami na wioski i jeziora. Perełką jest tu Via Engadina, zwłaszcza etap 1 – szlak biegnący z przełęczy Maloja do wioski Silvaplana (link do mapy). To z niego właśnie zrobiłem zdjęcie zamieszczone w nagłówku – widok na jezioro Silsersee.

Długodystansowa trasa godna uwagi to Nationalpark-Panoramaweg podzielona na 9 odcinków (155km, 8800 m przewyższenia na trasie – link). Można ją przejść rzutem na taśmę w kilka dni lub pokonać wybrane fragmenty w ramach jednodniowych wycieczek. Szlak przebiega przez jedyny w Szwajcarii Park Narodowy, a jego różne sekcje mają zróżnicowane poziomy trudności.

Mniej ambitnym piechurom, lub tym o jeszcze krótkich nogach, polecić można liczne szlaki spacerowe ciągnące się wokół jezior Silsersee (Romansh: Lej da Segl), Silvaplanersee (Romansh: Lej da Silvaplaun) i okolice Sankt Moritz – jeziora przy mieście i położonego wyżej, małego Stazersee.

Na krótszy i niemęczący spacer polecam wybrać absolutny must-see: Dolinę Lodowca Morteratsch (link). To jeden z najbardziej dostępnych lodowców w Alpach i niestety też, kurczący się w oczach. Jest to wyjątkowo przyjemna trasa, z której podziwiać można najwyższe szczyty Alp Wschodnich, w tym Piz Bernina 4048 m n.p.m. (Piz w języku romansz oznacza szczyt), wznoszący się na końcu doliny. 200 metrów ponad dnem doliny, po zachodnim zboczu biegnie bardzo malowniczy szlak do schroniska Chamanna da Boval CAS (link).

Dłuższą alternatywą spacerową dla Morteratsch jest Val Roseg. Tu przyjdzie pokonać nam na dystans 13 km po drodze szutrowej (ze stacji przy Pontresinie). Zamiast nudnego powrotu tą samą trasą można wybrać jedno z dwóch schronisk: Chamanna da Tschierva (link) lub Chamanna Coaz (link). Najbardziej wymagającym podejściem będzie jednak pośrednia stacja kolejki na Corvatsch. Na sam Piz Corvatsch szlaku nie ma.

Ponoć najlepsze miejsce na podziwianie wschodów i zachodów słońca to Chamanna Georgys (link) leżąca zaraz pod szczytem Piz Languard 3262 m n.p.m. Niestety, jeszcze nie spaliśmy w żadnym z wymienionych schronisk – to dopiero mamy w planach na najbliższy rok!

W bocznych, mniejszych dolinkach wpadających do Engadyny znajduje się znacznie więcej schronisk. Jeśli chcecie wybrać się na wycieczkę do mniej uczęszczanych regionów to właśnie te schroniska i doliny powinny przykuć Waszą uwagę. Dodatkowo, podczas takich wędrówek w głąb natury nie raz spotkacie górskie gospodarstwa oferujące własnej produkcji sery, dżemy i nalewki. Gospodarze są zawsze otwarci, uśmiechnięci i chętnie zamienią z Wami kilka zdań. I wcale nie musicie mówić w lokalnym romansh – angielski w Engadynie dobrze się zadomowił.

Val tuoi, Engadin

Rowerem po Engdynie

Engadyna wydaje się stworzona dla kolarzy, rowerzystów i żądnych adrenaliny właścicieli enduro.

Na szosie można wspiąć się na jedną z czterech przełęczy: Albula Pass, Julierpass, Bernina Pass lub Fluela Pass, lub po prostu przejechać całą dolinę wzdłuż – 100 km w jedną stronę.

Taką wycieczkę można uciąć sobie też rowerem trekkingowymszlak numer 65 o nazwie Inn-Ranweg (od rzeki Inn wypływającej z St. Moritz) ma trochę ponad 100 km i biegnie szutrami oraz bocznymi drogami. Jest to urocza trasa, którą można zacząć w przełęczy Maloja i skończyć pod granicą austriacką, w miejscowości Martina. Nie jest to trasa trywialna, bo podjazdów i zjazdów czeka tu sporo – 1800 m (link do trasy). Na szczęście trudniejsze podjazdy można objechać szosą lub po prostu wsiąść z rowerem w pociąg.

Pociągi to łakomy kąsek dla tych, którzy wolą zjeżdżać, niż wjeżdżać. Podobnie jest z kolejkami linowymi. No bo jeśli nie trzeba za dużo pedałować pod górę, to MTB nabiera zupełnie innego charakteru.

Szwajcarska Engadyna to genialne miejsce na MTB i Enduro. Zacznijmy jednak od pociągów, bo ten, który nas szczególnie interesuje wyjeżdża z Sankt Moritz i wspina się na wysokość 2253 m n.p.m. do stacja Ospizio Bernina. Tędy przebiega alpejska, rowerowa „jedynka” – Alpine Bike 1, etap 3 (link). Oczywiście zagorzałych zwolenników podjeżdżania zachęcamy do pokonania odcinka między Silaplaną a Livigno. My wolimy poszaleć zjeżdżając. A kierunki z Passo Bernina są dwa (w zasadzie trzy): Sankt Moritz albo Poschiavo (tu dwa szlaki do wyboru: 436 i 673).

Polecam zwłaszcza zjazd do Poschiavo trasą 436 – można poszaleć przy pięknych widokach. Potem wrócić znów na górę pociągiem i zjechać do Engadyny i Sankt Mortiz. Do pociągów kursujących latem między Sankt Moritz a Poschiavo doczepiony jest zawsze jeden lub dwa wagony rowerowe, które szybko zapełniają się maszynami MTB do traila czy enduro.

Poza tą eskapadą w Engadynie jest kilka innych, godnych uwagi tras. Zapakować można rowery na autobus w Scuol i dojechać do S-charl (Post-Auto to świetnie zorganizowana sieć autobusowa), a potem ruszyć dalej w górę do starego lasu Tamangur i wrócić do Scuol – będzie to lekka przejażdżka w sam raz na wyprawę z młodszymi kolarzami. I jest to też odcinek należący do Alpin Bike 1, numer 1 (link).

Opisywane trasy nie są jednak typowymi „ścieżkami”. Jeśli szukacie tras typu singletrack to nad Sankt Moritz, ze szczytu Croviglia (dojazd kolejką), wiedzie sześciokilometrowy WM Flow Trail oraz  czterokilometrowy Olimpia Trail – oba przeznaczone tylko dla MTB (link i link).

Jest też kilka tras typowych dla Cross-Country, czyli klasycznego MTB, lub jak kto woli starego górala – 671 Suvretta Loop, czy spektakularna Trans-Altarezia 32, etap 2 – Scuol–Sta. Maria (link) z odcinkami w wydrążonych w skale tunelach (nasz plan na 2021). Więcej o MTB i rekomendacji tras wraz z mapką znajdziecie na stronie engadin.ch.

Dla właścicieli e-Bike’ów cenną informacją będzie mapa stacji, gdzie można podładować baterie (prąd, nie piwo) – link do mapy

S-charl, engadin MTB
Ospizio Bernina, MTB

Biegówki w Sankt Moritz i Engadynie

Gdy spadnie śnieg, a temperatura osiągnie to krytyczne minus kilkanaście stopni, zamarzają jeziora, a cała okolica zamienia się w raj dla narciarstwa biegowego. Okolica ta oferuje, bagatela, 280 km tras biegowych o różnym poziomie trudności. Amatorzy stawiają pierwsze kroki na płaskiej tafli jeziora i okolicznych łąkach, a zawodowcy wybierają bardziej wymagające trasy jak ta w Val Roseg.

Główne dwie bazy to oczywiście Sankt Moritz oraz Silvaplana. Bazy to dobre określenie, bo nietrudno tu o pożyczenie sprzętu, parking i zapominane gdzie indziej czynne zimą prysznice.

Co roku organizowana jest cała gama wydarzeń i eventów, choć nic nie przyciąga takiej ilości uczestników, jak Engadin Skimaraton, w którym w 2018 wzięło udział 14200 osób.

Pociągiem i autobusem przez Engadynę i Gryzonię

Jak na tą surowość i dzikość Engadyna jest wyjątkowo dobrze zorganizowana. Pociągi między Sankt Moritz, Chur, Davos i Scoul kursują regularnie. A kolejowy transport samochodów osobowych między Klosters a Sagliains odbywa się cały rok.

Jeśli gdzieś nie dojedziecie pociągiem, to na pewno jeździ tu autobus. Można stąd udać się do włoskiej Chiavenny, Livigno lub wjechać górskim autobusem (a jak!) do Alp Camp. Z reguły autobusy w sezonie letnim mają bagażniki rowerowe lub przyczepy na rowery (na linii przez Bernina Pass) a zimą – bagażniki na narty. Obłożone są jednak tłumnie, dlatego warto sprawdzić zawczasu, czy nie potrzebna jest rezerwacja. Zwłaszcza na rower! Połączenia i rozkład jazdy znaleźć możecie na stronie PostAuto.

Taka forma podróżowania i organizowania wycieczek daje Wam ogromną ilość możliwości – nie trzeba wracać pieszo (rowerem czy na biegówkach) do punktu startu. Ot – długie wycieczki stają się łatwiejsze, bo nie trzeba wracać o własnych siłach.  Proponuję tylko dobrze zaplanować powroty, bo autobusy nie wszędzie kursują do późnych godzin! 

Samochodem też można

O ile dojechać jakoś trzeba, to z zaparkowaniem może być ciężko. Korków raczej tu nie uświadczycie, ale ruch w letnie dni jest spory. Sama droga między Maloja a Sankt Moritz jest jedną z przyjemniejszych tras widokowych w Szwajcarii, a do tego dochodzą wspaniałe Albulapass, Fluela Pass i Bernina Pass. A jeśli przypadkiem jesteście koneserami klasycznej, brytyjskiej motoryzacji (lub takim klasykiem jeździcie), to może zainteresuje Was doroczny Britsh Classic Car Meeting – www.bccm-stmoritz.ch.

Polecam mieć worek monet, bo większość parkingów niestety nie obsługuje kart, a mandaty wlepia się tu zdecydowanie często.

Kajakiem, SUPem lub wpław

Jeśli nie straszna Wam temperatura wody w górskim jeziorze (latem 11-14C), to możecie wziąć udział w corocznym ÖTILLÖ Swimrun, swoistym maratonie, podczas którego do przebiegnięcia jest 39.6 km i 5.8 km do przepłynięcia w pięciu jeziorach. Start w parach!

Jeziora oferują sporo zabawy pod znakiem kajaków, wiosłowania na Supie lub po prostu pomoczeniu nóg. Wypożyczalni jest sporo! No i oczywiście jest też morsowanie – ta zabawa trwać tu może cały rok!  

Engadyna

Na łyżwach po czarnym lodzie

Raz na kilka lat zdarza się, że mróz przychodzi szybciej niż śnieg. Wtedy Lago Bianco na przełęczy Bernina skuwa gruby lód o głębokim, czarnym kolorze. Tego rzadkiego i niebywale pięknego momentu wypatrują wszyscy miłośnicy łyżwiarstwa w Szwajcarii, a jeśli szczęście im dopisze, chłód skuje też jeziora położone znacznie niżej. Dla tych mniej cierpliwych zawsze zostają naturalne i regularnie odśnieżane lodowiska na jeziorach, czynne całą zimę. Co prawda łyżwy to nie nasza pasja, ale pojeździć po skutym lodem jeziorze pośród alpejskich szczytów… też wyczekujemy tego czarnego lodu. Może za rok?!

Nietypowe i typowe atrakcje

Może i nie znajdziecie tu Matterhorna…ale…

Spa, wellness, źródła i historyczne hotele wiktoriańskie

Cała turystyka w Engadynie zaczęła się właśnie od ludzkiej potrzeby relaksu w kojącej codzienność, uzdrawiającej wodzie. Źródła odkryli rzymianie a reszta biznesu potoczyła się już sama. Pierwszym miejscem oczywiście było Sankt Moritz, a właściwie Sanctum Mauricium, a uświęcone przez papieża Leo X źródło biło właśnie spod kościoła św. Maurycego.

I właśnie za sprawą tego źródła turyści i pielgrzymi zaczęli ściągać w Alpy. Działo się to jednak tylko latem. Świat zwrócił swoje oczy w kierunku ośnieżonej doliny dopiero gdy lokalny hotelarz, prawdziwy pionier turystyki, Johannes Badrutt zaprosił czterech turystów z Anglii do swojego Kulm Hotel, obiecując im pełny zwrot kosztów podróży, jeśli będą zawiedzeni zimowym pobytem. Stało się tak, jak zakładał. Rok 1864 datuje się jako początek turystyki zimowej w Szwajcarii i de facto w całych Alpach. Wtedy też powstało pierwsze szwajcarski biuro informacji turystycznej, oczywiście w Sankt Moritz. Bum na Alpy stał się całorocznym faktem. Nie tylko lato, lecz również sezon zimowy i nowe sporty stały się nagle modne. Na uwadze musimy mieć, że w tamtych latach podróżowali tylko najbogatsi, więc apartamenty musiały spełniać iście szlacheckie standardy. I właśnie by sprostać wymaganiom, a także węsząc dobry biznes w przyjęciach i wydarzeniach kulturalnych, Johannes Badrutt zelytryfikował swój Kulm Hotel. Pierwsza w Szwajcarii żarówka rozświetliła ciemność w 1879. Dziś Kulm Hotel ciągle dominuje nad Sankt Moritz i oferuje niezmiennie ekskluzywnie nowoczesne warunki.

Z innych iście historycznych hoteli w Engadynie zasmakować luksusu można w: Badrutt’s Palace, Suvretta House, Waldhaus Sils, Hotel Walther i Kronenhof. Zresztą, w całej dolinie znajdziecie ponad 60 obiektów wellness oferujących przeróżne zabiegi i rytuały, których osią jest właśnie woda źródlana. Wszystkie na odpowiednio wysokim standardzie.

Muottas Muragl to najlepszy punkt widokowy Engadyny

Panorama, jak roztacza się stąd o poranku jest wspaniała. Delikatna mgła osnuwa jeziora, a z białej pierzyny wystają gdzieniegdzie wierzchołki drzew i wieże kościołów. Panuje cisza. Pierwsze promienie słońca muskają ośnieżone szczyty. Za dwie godziny będzie tu gwarno, ale póki co… pstryk – zdjęcia zrobione!

W hotelu na szczycie mieści się genialna restauracja ze wspaniałą obsługą i wyśmienitymi daniami przyrządzanymi z lokalnych produktów. Serwuje się tu swoisty miks kuchni włoskiej i szwajcarskiej, z nutą alpejskich ziół. Hotel serwuje też wyśmienite śniadania.

Bardzo romantycznie! A na szczyt wjedziecie kolejką! Sprawdzone, polecam (link). 

Looking on Engadin

Kosmopolityczna rewia Sankt Moritz

Jak na liczące nieco ponad 5000 mieszkańców miasteczko zagęszczenie ekskluzywnych butików i pięciogwiazdkowych hoteli jest lekko zatrważające. Fakt, piękna lokalizacja, stosunkowo łatwa dostępność, wspomniane wcześniej źródła i klimat dały podwaliny dzisiejszemu sukcesowi.

Do Sankt Moritz ściągają od dwóch wieków najbogatsi z każdego zakątka świata. Na niewielkim lotnisku regularnie stoją prywatne odrzutowce, a czarne taksówki ze znaczkiem Mercedesa kursują między kurortami. Wydanie kilku tysięcy na pokój (nieważne w jakiej walucie) to nie problem. Zaraz po zakwaterowaniu można wybrać się na shopping do Prady czy wybrać jedną z torebek z logo Louis Vuitton lub szal od Hermesa. Szaleństwo!

Nic więc dziwnego, że i James Bond tu zawitał w filmach: Goldfinger, Tylko dla Twoich Oczu, Zabójczy Widok i Szpieg, który mnie kochał. Szkoda tylok, że nie ma tu tak spektakularnych pamiątek po scenach filmowych jak na Schilthorn. Ciekawe, czy to 007 ma tą ewidentną słabość do Szwajcarii czy raczej złoczyńcy!

Na szczęście nie wszystko kosztuje fortunę! A kilka atrakcji nie wymaga biletów. I tak można przespacerować się kawałek od centrum, by zaraz przy Hotelu Kulm znaleźć nietypową, starą, krzywą wieżę. Druga, równie interesująca wieża to dzwonnica kościoła św. Karola Boromeusza stojąca zaraz przy jeziorze. Stąd też można uciąć sobie godzinny spacer dookoła jeziora. Wieczorem jest tu bardzo romantycznie.

 

Koleje Retyckie i Glacier Express

Ratsch Bahn (RhB), czyli koleje retyckie, to unikat i perełka sama w sobie. Z Sankt Moritz możecie wybrać się na jedną z najbardziej pożądanych wycieczek kolejowych na świcie – Glacier Express w 8h zabierze Was w podróż po najpiękniejszej trasie Szwajcarii aż pod sam Matterhorn, do Zermatt. Dodam tylko, że bilety można znaleźć w cenie od 49 CHF (na sbb.ch) za drugą klasę… ale jest też opcja All-inclusive z pięciodaniowym, concierge i wygodnymi fotelami przy oknie. Bagatela 700 CHF (link).

Tak, zgodzę się z Wami, 8h to przesada! Zwłaszcza, że najlepsza przejażdżka to i tak odcinek poza trasą w Glacier Express, czyli ten między Sankt Moritz a Poschiavo. Ten fragment to prawdziwa euforia dla miłośników pociągów i kolejek! Nie ma drugiej takiej trasy, gdzie pociąg wjeżdża na ponad 2000m, przejeżdża przez tunele, wiadukty, serpentyny oferując jednocześnie widoki na lodowce, jeziora, strumienie i lasy. Tak, wyżej wjeżdża się tylko na Jungfraujoch i Gornergrat, ale obie te trasy nie są tak spektakularne i szybkie. Odcinek między Tiefencastel a Predą (też w Gryzonii i również należący do RhB jest uroczy, ma więcej serpentyn, ale definitywnie kuleje jeśli chodzi o spektakularność widoków.

O ile Ospizio Bernina to najwyżej położona stacja na wspomnianej trasie, o tyle Alp Grüm ma definitywnie najlepsze widoki. Ponieważ bilet pozwala na wyjście z pociągu i kontynuowanie podróży późniejszym, polecam wybrać się na spacer pod górkę do Hotelu Belvedere – bo z jego tarasu rozpościera się spektakularna panorama na dolinę Poschiavo.

Narty i szczyt Diavolezza

Wraz z rozwojem turystyki zimowej narty musiały stać się popularne. Do Alp przywędrowało ze Skandynawii, gdzie już na początku XIX uchodziło za sport. Stoków narciarskich w całej dolinie znajdziecie oczywiście co niemiara, ale najciekawszy jest ten na szczycie Diavolezzy (2978m), gdzie co miesiąc po wykwintnej kolacji odbywa się zjazd przy pełni księżyca (Glüna Plaina w Romansh).

Poza tym ekstrawaganckim wydarzeniem oczywiście na Diavolezzę można wjechać kolejką w każdy inny dzień roku (poza okresem serwisowym ;-) ), by pozjeżdżać, pochodzić, powspinać się lub najzwyczajniej w świecie upiec kiełbaskę nad najwyżej położonym ogniskiem w Szwajcarii. Ot taka finezja! 

Kitesurfing i windsurfing między alpejskimi szczytami, zimą – snowkite

Alpejsko-surferski klimat to coś wyjątkowo niecodziennego. A jednak! Ilość latawców unoszących się podczas wietrznych dni nad doliną jest imponująca. Dzięki stałemu kierunkowi wiatru i łagodnym, trawiastym brzegom warunki na windsurfing są tu bardzo dobre. Sezon zaczyna się raczej późno, ale trwa co najmniej do października. Tylko potrzebujecie grubej pianki, bo woda może i jest turkusowa i nieskazitelnie czysta, ale temperaturą daleko jej do tej śródziemnomorskiej. Co najmniej brakuje jakichś 15’C. 

Muzeum Susch – galeria sztuki Grażyny Kulczyk

Ten niewątpliwie mocny i jednocześnie spektakularny, polski akcent przyciąga do Engadyny kuratorów, wielbicieli i amatorów sztuki współczesnej. Ciekawskich zresztą też nie brakuje. Wszak zamienić dwunastowieczny klasztor położony na końcu świata w słynną galerię sztuki o międzynarodowej renomie? Och, nie często się to zdarza! Muzeum skupia się na współczesnej sztuce tworzonej głównie (choć nie tylko) przez kobiety i zorganizowane jest wokół stałej wystawy, którą wzbogacają ekspozycje tymczasowe. Więcej na stronie: www.muzeumsusch.ch

Muzeum prowadzi też gustowną kawiarnię, gdzie serniczek skradł Asi serce.

Miasteczka i wioski Dolnej Engadyny

O ile górna Engadyna z piętrzącym się Sankt Moritz i sportową Silvaplaną są głośne i ruchliwe, tak im dalej na wschód tym bardziej kameralnie i przytulnie. Na małych miasteczkach i wioskach takich jak Guarda, S-charl, Tarasp czas i postęp nie zrobiły większego wrażenia. Nie ma tu modernizmu, szkła i asfaltu. Przed domami za to ciągle stoją miotły, a w oknach wiszą kwiaty. Pięknie malowane domy niegdyś zamożnych piekarzy i rzemieślników przetrwały wręcz niezmienione, a z fontann można napić się tej samej, smacznej wody.

Każda z wiosek jest nieco inna, ale na pewno malownicza i mające kilka smaczków. By do nich dotrzeć trzeba jednak zjechać z głównej drogi i kawałek się przejść. Warto!

Nietuzinkowe wydarzenia

Engadyna to też scena spektakularnych i mocno ekskluzywnych wydarzeń, podczas których ceny w hotelach dosłownie sięgają zenitu:

  1. The White Turf – gonitwa konna na lodzie. Przez trzy kolejne niedziele na jeziorze Sankt Moritz urządzana jest jedna z najbardziej prestiżowych gonitw Europy. Początek lutego – www.whiteturf.ch
  2. The I.C.E. – to nie są zawody a raczej swoisty car show oldtimerów i aut sportowych organizowany na zamarzniętym jeziorze – theicestmoritz.ch
  3. Snow Polo World Cup – jeśli można ścigać się na lodzie autem i konno, to dlaczego nie zagrać też w polo? Od blisko czterech dekad takie właśnie zawody rozgrywane są na zamarzniętym jeziorze Sankt Moritz. www.snowpolo-stmoritz.com
  4. Tavolata St. Moritz – długi na 400m stół jest osią festiwalu kulinariów i smakołyków. Lipiec. tavolatastmoritz.ch

…bo tu jest wszystko, czego dusza pragnie

I co? Czyż Engadyna nie jest jak sklep z winem, prawdziwa enoteka? Znajdziecie tu wszystko, w każdej odmianie i nucie. Trzeba tylko dać jej trochę czasu, zrozumieć, rozejrzeć się, popróbować, zadać kilka pytań, by potem móc smakować to, co najlepsze.

Engadyna praktycznie

Hotele, apartamenty, noclegi

Może i Sankt Moritz (205 hoteli na booking.com) to najważniejsza nazwa w okolicy, lecz lepszymi bazami wypadowymi na wycieczki będą pięknie zlokalizowane Silvaplana (60 obiektów) lub Pontresina (69 hoteli). Jedynym minusem dla obu tych miejscowości jest brak bezpośredniego połączenia kolejowego. Jeśli zależy Wam na pociągu (a jest to niezwykle wygodne) to sugeruję Samedan (40 obiektów) i Celerina (116 obiektów). Za to w Dolnej Engadynie Scuol (140 obiektów) to świetne miejsce z mniej kosztownymi noclegami.

Ekskluzywnie

Wspomniany wcześniej Hotel Kempiński to najdroższy obiekt w okolicy, ale Kulm Hotel, Suvretta House, Waldhaus, czy Grand Hotel Kronenhof w Pontresinie niewiele ustępują. Jeszcze nie byliśmy, ale zamierzamy je w przyszłości sprawdzić. Alternatywą dla hoteli są luksusowe apartamenty, których można poszukać na InterHome, e-domizili i Airbnb.

Rodzinnie lub grupowo – apartamenty

Jeśli wyjazd planujecie z rodziną, to można na bookingu znaleźć kilka apartamentów, choć do tego polecam raczej serwis InterHome, z nieco szerszą ofertą dla całej Szwajcarii oraz e-domizili i Airbnb. Jeśli niczego nie znajdziecie na podanych linkach, to ostatnią deską ratunku może być AllChallets. Wynajem apartamentu lub domku to najlepsza opcja, jeśli jedziecie większą grupą.

Dla osób planujących wyjazd z małymi dziećmi okolice Sankt Moritz i Silvaplany będą najlepsze – tu jest sporo tras spacerowych, gdzie z wózkiem nie będzie problemów a bliskość większych sklepów może być dla Was zbawienna.

Campingi

Największy camping i pole namiotowe to Morteratsch – i jest to świetny wybór, bo obok niego znajduje się stacja kolejowa, przystanek autobusowy oraz punkty startowe kilku szlaków. Kemping jest czynny cały rok!

Poza tym w Silvaplanie funkcjonuje surferski camping, dość mocno obłożony ze względu na wyśmienitą dla amatorów kitesurfingu i windsurfingu lokalizację.

W Scuol jest małe pole namiotowe należące do TCS (autoklub szwajcarski) – położone poza miastem – przytulnie, cicho, czysto. Dobra baza wypadowa na rower. Piesze wycieczki wymagają dojścia na stację lub dojazdu autem.

Na rowerowe wypady dobrym miejscem będzie też ładny kemping w Zernez. Na najładniejsze pole namiotowe w okolicy Camping Chapella nie udało nam się nigdy wjechać.

Ze względu na koronawirusa i rosnącą popularność regionu polecam robić rezerwacje, bo z miejscami “z marszu” bywa ciężko. Nawet na olbrzymie Morteratsch.

Nocowania na dziko, kamperem czy w aucie nie polecamy. Wszędzie rozstawione są zakazy. W obrębie Parku Narodowego obowiązuje zakaz biwakowania. 

Lucerna - Most Kapliczny latem

Lucerna – miasto, przewodnik, atrakcje – ruszamy parostatkiem w piękny rejs

Pilatus widziany z Rigi

Pilatus – jeden z najlepszych punktów widokowych w Szwajcarii albo „atrakcja po drodze”