Szwajcaria w wersji „naj” – najlepsze hotele, spa i luksusowe atrakcje

Gdy letnie opony w Porsche nie mogą doczekać się asfaltu, skórzana walizka z utęsknieniem wygląda zwiewnych koszul, a duszę rozdziera dylemat: ekstremalna przygoda czy zaciszny luksus, odpowiedź jest jedna: na urlop musisz się wybrać do Szwajcarii. Krystalicznie czyste jeziora, ośnieżone szczyty, zielone łąki, pyszna czekolada, najlepsze drogi widokowe, i wypracowane skrzętnie przez 150 lat oferty dla milionerów. Brzmi dobrze, czyż nie? Jeśli jeszcze nie wiesz, jak wydać ostatnią premię – oto krótki plan wycieczki, który obejmuje ekskluzywne atrakcje i najlepsze hotele w Szwajcarii. Gotowi? No to jedziemy!

Ta lista ekskluzywnych miejsc to też nasze nieskromne fantazja i też doświadczenia. Wszystkie wymienione tu lokalizacje zwiedziliśmy, a lista hoteli i wymienionych atrakcji powstała niejako przypadkiem – ot dodawaliśmy je buszując po mapach, przewodnikach, broszurach i Bookingu. I tak, w Szwajcarii wydać fortunę można naprawdę szybko i łatwo. Fajnie jednak wydać ją rozsądnie i z tych kilku dni wolnego obarczonych niemałym rachunkiem wycisnąć jak najwięcej. Przyjemne będzie na pewno to, że Szwajcaria nawet w tym abstrakcyjnie ekskluzywnym wydaniu nie wpada w kicz czy szaleństwo. Ba, często zachowuje swój górski i rustykalny charakter.

Od przeszło wieku Szwajcara przyciąga elity i arystokrację raptem kilkoma nazwami. Niezmiennie od czasów wiktoriańskich w salonach Europy padają nazwy takie jak Sankt Moritz, Zermatt, Grindelwald, Lugano, Montreux i Lucerna. Dopiero niedawno dołączyły do tej listy rozwijające się prężnie Andermatt czy Davos. A następnych aspirantów jest cała masa. Narty zimą – to oczywiste, ale MTB walczy coraz bardziej o uwagę. Sporty wodne też. Odnowa biologiczna, ekologiczne produkty i zielona energia wyglądają bardzo dobrze obok odwiecznej obietnicy czystego powietrza i relaksu na łonie natury. No i krowy – wszak wszyscy tu wiedzą, że krowy poprawiają nastrój!

Poniższa trasa to takie minimum, na które wypada poświęcić około 14-16 dni i składają się na nią sprawdzone przez nas miejsca. Jest tu dużo sportu i chodzenia po górach oraz innych, mniej męczących wrażeń. Znajdą się też okazje na relaks – jak spa w najlepszych z hoteli.  Trasa zakłada przemieszczanie się autem, zresztą – to najlepszy sposób na odkrywanie Szwajcarii. Choć, można i obyć się bez niego – podróż pierwszą klasą SBB należy do przyjemnych przeżyć, a przejażdżka Glacier Express z pakietem all-inclusive, jest do tego smaczna! Zostańmy jednak przy aucie…

Lucerna - ekskluzywnie - jezioro

1. Lucerna i Rigi – najpiękniejsze widoki

Gdy już zdajecie sobie sprawę, że niemiecki autobahn się skończył i trzeba ściągnąć nogę z gazu, to znaczy, iż dotarliście do kraju Helwetów i urlop zaczął się na dobre. Pierwsze miejsce na postój Lucerna. Tak, tak – nasz Zurych zaraz się pewnie obrazi, ale fakt jest niezaprzeczalnie jeden: Lucerna to najbardziej malownicze miasto Szwajcarii (więcej o Lucernie w tym wpisie). I to tu zaczynają się prawdziwe Alpy. Miasto słynie z festiwali muzycznych (chociażby Lucerne Festival), zabytkowych mostów,ładnej starówki i gór odbijających się w tafli jeziora. O ile miasto jest malownicze i romantyczne, to goście z uciekają z niego, gdy tylko zapada zmrok. Centrum wieczorem robi się po prostu zbyt tłoczne.

Pierwsza myśl na luksusowy nocleg to Bürgenstock Hotels – kompleks trzech hoteli zawieszony 400 m nad taflą turkusowego jeziora i położony 20 min drogi od centrum. Zaciszne spa, korty tenisowe, pole do golfa i genialne widoki na prawo i lewo pozwolą się zrelaksować i odsapnąć od miejskiego zgiełku.

Jeśli szukacie czegoś bardziej kameralnego i przytulnego, to kilometr dalej znajduje się Villa Honegg – malowniczo położony i pięknie odnowiony, niewielki hotelik. Dookoła niego pasą się leniwie krowy, i tylko czasem na polanie przed nim ląduje helikopter (zdjęcie na Google Maps). Tu też znajduje się jedno z najbardziej instagramowych jacuzzi w Europie (pozycja na liście niejednego blogera, ehm… u nas też!). Pokoje wyglądają zachęcająco, a restauracja ponoć trzyma odpowiedni poziom.

I choć Bürgenstock jako miejsce jest urocze, to dla miłośników wody mam lepszą perełkę: Park Hotel Vitznau ulokowany u stóp masywu Rigi, tuż przy brzegu krystalicznie czystego Jeziora Czterech Kantonów. Świetny punkt wypadowy na hiking i niezobowiązujący chillout. Zajęcia z jogi i kursy gotowania są tu na stałe w programie. A jeśli zapragniecie odwiedzić Lucernę, Brunnen lub Pilatusa, to zostawcie auto na parkingu – rejs prawdziwym parostatkiem będzie na pewno lepszym pomysłem. Albo też prywatną motorówką. Nuda? Hmm… może zatem wakeboarding? Wejście na Rigi lub spacer Kaltbad – Scheidegg lub też Fronalpstock Panorama Walk gwarantują wspaniałe scenerie.

Sama Rigi (tu więcej o Rigi) to zalążek szwajcarskiej turystyki. „Celebrytką”, za którą pociągnął się łańcuszek turystów i sław, była królowa Victoria. Ponoć pięciotygodniowy urlop odmienił jej zdrowie i ducha. Powiem krótko – jesteście na dobrej drodze!

Źródło zdjęć: booking.com

Bürgenstock Hotels
Pokoje i ceny

Hotel Villa Honegg
Pokoje i ceny

Park Hotel Vitznau
Pokoje i ceny

Engadyna

2. Sankt Moritz i Engadyna – górskie przygody

O to, że w Sankt Moritz wydacie za dużo, możecie być pewni (więcej o mieście i atrakcjach Doliny Engadyny). Jeśli uznać, że historię turystyki w Alpach zaczęła Lucerna, to Sankt Moritz sezon wakacyjny rozciągnęło na cały rok. Wystarczył jeden zakład z 1864, między lokalnym hotelarzem a czwórką brytyjskich turystów, by odmienić oblicze gór i wybudzić Szwajcarię z zimowego snu. Pierwsze wyciągi, stoki, uzdrowiska i lodowiska powstały właśnie tu. A ogromne pałace z licznymi pokojami wyrosły chwilę później, wbijając się w górski krajobraz i marzenia burżuazji. Chyba tylko na ulicach Sankt Moritz rosyjskich oligarchów mijają arystokraci z Bliskiego Wschodu i wracający ze skitourów, obwiązani linami szwajcarscy bankierzy.

Sankt Moritz szybko dorobiło się lotniska, które dziś obsługuje głównie prywatne odrzutowce. Dodając do tego słynne gonitwy konne po lodzie – White Turf) czy wyścigi i zloty zabytkowych samochodów, np. Bernina Gran Turismo, zaskarbiło sobie miejsce w sercach elit z całego świata. Harmonogram imprez jest tu napięty, a im bliżej głośnego wydarzenia, tym o miejsca w hotelach ciężej. Kilka genialnych restauracji, manufaktura wyśmienitej kawy, shopping, spa, golf, tenis, rowery, kitesurfing i te góry… aż szkoda czasu na sen.

Nie mniej jednak, spać trzeba. A te najznamienitsze miejsca na nocleg, to niechybnie Badrutt’s Palace, Suvretta House, Kempinski Residences czy położone w okolicy: Grand Hotel Kronenhof – Pontresina i Hotel Waldhaus – Sils. Niezależnie od tego, na który się zdecydujecie – za weekend we dwoje trzeba zapłacić ponad 1400 CHF. W sezonie ceny potrafią sięgnąć tu jednak kilkunastu tysięcy franków za noc.

Źródło zdjęć: booking.com

Badrutt’s Palace Hotel
Pokoje i ceny

Survetta House
Pokoje i ceny

Grand Hotel Kronenhof
Pokoje i ceny

Lugano

3. Lugano i Ticino – romans nad jeziorem

Przemknięcie z basowym buczeniem silnika przez Maloja Pass zabierze Was w inny świat. Lodowce i surowy charakter gór zostają z tyłu, by ustąpić miejsca śródziemnomorskim palmom i południowemu temperamentowi. Pierwszy przystanek to trochę zatłoczone Jezioro Como, drugi to Jezioro Lugano. Puchowa kurtka ląduje w bagażniku, a ręka samoczynnie sięga po przyciemniane okulary. Jesteśmy we włoskojęzycznej części Szwajcarii, a to oznacza świetne jedzenie, wyśmienite cappuccino (najlepiej na Monte Bre) oraz prawdziwe lody (np. -9 Gelato Italiano).

Ciasne uliczki, wieczne korki i rewia mody na szalenie długiej promenadzie to obrazy, jakie wyniesiemy z samego Lugano. Ale kanton Ticino, to nie tylko starówka Lugano – to przede wszystkim piękne widoki na jeziora i małe, schowane w głębokich dolinach, skromne wioski o kamiennych dachach (Foroglio lub Lavartezzo). Dni spędza się tu na wędrówkach i wycieczkach, a wieczory na jedzeniu, plotkach i relaksie nad wodą.

O ile w innych częściach Szwajcarii symbolem prestiżu są duże, pałacowe hotele, tak, uwierzcie, w południowej części wybrać chcecie odosobnione wille położone gdzieś wysoko w górach lub te nad samą wodą. A pierwszy adres, jaki przychodzi do głowy to Villa Orselina nad Locarno. Bliżej samego Lugano położona jest Villa Principe Leopoldo, a u podnóża góry San Salvatore leży nowoczesny The View. Unikalne miejsce to Villa Emden – posiadłość zajmująca malutką wyspę Brissago na Jeziorze Maggiore.

Źródło zdjęć: booking.com

Villa Orselina
Pokoje i ceny

Villa Principe Leopoldo
Pokoje i ceny

The View
Pokoje i ceny

4. Przez alpejskie przełęcze

W czerwcu śnieg ustępuje latu i górskie przełęcze otwierają się dla samochodów i motorów. Przejazd przez tunel Gotarda nie jest już smutną koniecznością, a alternatywa w postaci serpentyn i alpejskich widoków przyprawia o dreszczyk emocji. Gdy tylko na serwisie alpen-paesse.ch robi się zielono, kierowcy sportowych aut ruszają w góry. Jadąc z Lugano nie ominiecie przełęczy Gotarda, jednak jadąc tu zwróćcie uwagę, by skręcić w historyczną Tremollę, zamiast jechać zatłoczoną i asfaltową „dwójką”.

Klasyczna pętla po rajdowych przełęczach zaczyna się w Andermatt i biegnie przez Furka Pass, Grimsel Pass, Gadmen, Susten Pass, Wessen i kończy się w Andermatt. Jeśli to dla Was mało i zatankowaliście już bak do pełna, to kolejna rundka może objąć odcinek Furka Pass – Nufenen Pass (Passo Della Novena) – i znów Tremola, albo (dłuższa opcja) Oberalp Pass, Passo del Lucomagno i Gotthard Pass.

Lamborghini, Porsche czy wszelkie literki typu M, AMG, RS są tu codziennością. Choć i tak mało komu udaje się pobić czasy i wyczyny kierowców żółtych autobusów Post Auto! Jeśli faktycznie chcecie pojeździć, to zacząć trzeba albo rano, albo wieczorem, gdy większość turystów siedzi w hotelach.

Na bazę wypadową najlepiej wybrać jest Andermatt, gdzie pod hotelem The Chedi Andermatt wasze opony ostudzą się w doborowym towarzystwie. Idealny, luksusowy pit stop, z ogromnym kompleksem spa.

Źródło zdjęć: booking.com

 The Chedi Andermatt
Pokoje i ceny

5. Zermatt – okno z widokiem na Matterhorn

Nie można powiedzieć, że widziało się Szwajcarię, bez odwiedzenia Zermatt i choć przelotnego spojrzenia na Matterhorn. Jeśli do tej pory nie skusiliście się na hiking, to teraz nie macie już wyjścia. To jest perfekcyjne miejsce na piesze, jednodniowe wycieczki, zimowe szaleństwa i alpejskie wyprawy. Nie chcecie wchodzić? Nie ma problemu, pociąg wjeżdża tu na 3090 m n.p.m. a kolejka górska na 3883 m n.p.m. O hikingu przeczytacie więcej w relacji Zermatt – w hikingowym raju na pięć dni, tu tylko dodam, że najlepsze szlaki to Riffelberg – Gornergrat, Sunnegga – Grindjesee – Stellisee – Blauherd i wymagający Zermatt – Hohbalmen – Zmutt – Furi – Gornerschlucht – Zermatt (i macie już trzy dni z głowy ;-) ).

Przemiał turystów jest imponujący, ale wszystko działa w Zermatt jak… no cóż, jak w zegarku. By uciec od tłumów można zatrzymać się w kilku iście spektakularnych i wyjątkowych hotelach. Na przykład Riffelalp Resort 2222m, czyli „to” jacuzzi z widokiem na Matterhorn. Poza bombelkami, hotel chwali się jeszcze kompleksem odnowy biologicznej i dobrym zapleczem rozrywkowym dla dzieci. Wyżej znajduje się Riffelhaus 1853 (2566 m n.p.m.) – jeden z najstarszych hoteli w Zermatt, nieco surowy, lecz ciągle elegancki. Jeśli Riffelalp chwalił się jacuzzi, to Riffelhaus promuje się sauną z panoramicznym oknem.

Ale co tam, da się wyżej! Gornergrat Kulm Hotel 3100m to przytulne, eleganckie choć proste miejsce, z którego okien można podziwiać Matterhorn o zachodzie słońca lub wiecznie białe szczyty masywu Monte Rosa. Lampka szampana rano w takiej scenerii wprawi każdego w dobry humor. O ile za dnia jest tu tłoczno i głośno, tak wieczorem robi się bardzo kameralnie.

Powyższe miejsca to raczej strzały na jedną noc. Samo Zermatt to niewątpliwie najlepsza baza wypadowa na dłuższy pobyt – tu na pierwszy plan wyłaniają się hotele The Omnia i CERVO Mountain Resort. Z położonych bliżej centrum warto wspomnieć też o Tradition Julen Hotel.

Poza hikingiem, w sezonie można zjeść śniadanie o wschodzie słońca na Klein Matterhorn, po tym zdobyć z przewodnikiem najłatwiejszy czterotysięcznik Alp – Breithorn, a jeśli to Was jeszcze nie zabije – to na koniec pojeździć w krótkich spodenkach na nartach po lodowcu.

Aha, byłbym zapomniał: Air Zermatt (znany z serialu na Netflixie), oferuje loty helikopterem dookoła Matterhornu – taki o zachodzie słońca jest na naszej liście „to do”.

Źródło zdjęć: booking.com

Gornergrat Kulm Hotel 3100m
Pokoje i ceny

Riffelalp Resort 2222m
Pokoje i ceny

The Omnia
Pokoje i ceny

Swiss Riviera - Montreux i Lavaux

6. Swiss Riviera – od Montreux do Lozanny

Bonjour! Z gór, znów zabieramy Was nad jezioro – tym razem, ogromne Jezioro Genewskie (Lac Leman), do Montreux i po raz kolejny zmieniamy język – teraz na francuski. Szwajcarska Riwiera ciągnie się od Veytaux do… powiedzmy Morges. Ale na tym odcinku 45km to Montreux gra pierwsze skrzypce. Doroczny Montreux Jazz Festival ściąga gwiazdy największego kalibru – wystąpili tu Miles Davis, Prince, Deep Purple i Elton John. Ale nie tylko muzyka się tu liczy.

Riwiera to przede wszystkim świetne miejsce na długie spacery – po długiej promenadzie wzdłuż wszystkich odmian tulipanów lub przez tarasy winnic w Lavaux. To też świetne punkty widokowe wysoko w górach, jak Rocher-de-Naye czy Dent de Jaman. A ponieważ jesteśmy blisko Francji, to na pewno fine dining – 5 restauracji z gwiazdkami Michelin (Le Pont de Brent ma dwie) i kilkanaście z trzynastoma lub więcej punktami Gault Millau.

W Montreux zatrzymać się można na przykład w Beau-Rivage Palace lub też w równie ekskluzywnym Grand Hotel du Lac w Vevey. Hôtel Des Trois Couronnes & Spa, również Vevey, położony jest za to nieco na uboczu, ponad zgiełkiem miasta.

Źródło zdjęć: booking.com

Beau-Rivage Palace
Pokoje i ceny

Grand Hotel du Lac
Pokoje i ceny

Hôtel Des Trois Couronnes & Spa
Pokoje i ceny

Zurych - old town

7. Zurych – shopping, fine dining i nocne życie na koniec wycieczki

Ostatni przystanek to Zurych (nasz przewodnik). Ot – jest po drodze, a na chodzenie po górach i tak Was już pewnie nie namówię. Cóż więc zostało innego, jak nie shopping na słynnej Bahnhofstrasse – zegarki, ciuchy, buty? A po smakołyki i frykasy zajrzeć trzeba na poziom -1 w Globusie. Z wielkomiejskich atrakcji polecamy szczególnie galerię sztuki Kunsthaus Zürich, która może rozmiarami nie dorównuje paryskiemu Musée d’Orsay, lecz zborami – a i jakże. W pigułce: zobaczycie tu obrazu Marca Chagalla, Daliego, Warhola, van Gogha i Moneta. Można też porozpieszczać inne zmysły – wielbicielom czekolady polecamy warsztaty Lindt – Sprungli, na których tworzy się (i zjada) praliny. Oczywiście można też skupić się na samym jedzeniu i wybrać się na czekoladki do Confiserie Sprüngli na Paradeplatz. Dla zbalansowania dodam, że  w Zurychu znajduje się też najstarsza na świecie restauracja wegetariańska – Hiltl, która w formie niezobowiązujących bufetów (kilka w mieście) i przyjemnego bistro karmi od 1898 roku. A jak już jesteśmy przy restauracjach, to te dwie najbardziej ceniona przez lokalne elity to Kronenhalle i Pavillon.

Gdzie spać? No więc można zatrzymać się w centrum, w Baur au Lac (tu mieści się też Pavillon) albo wjechać troszkę ponad miasto do hotelu The Dolder Grand. Dodatkiem do ekskluzywnego pokoju są zachody słońca i piękna panorama. Zresztą, Dolder jest chyba najdroższym hotelem w Szwajcarii.

Źródło zdjęć: booking.com

Baur au Lac
Pokoje i ceny

The Dolder Grand
Pokoje i ceny

Nowa Zelandia - Roys Peak

Nowa Zelandia campervanem w trzy tygodnie – dzień po dniu

Engadyna, Tarasp

Szwajcaria budżetowo – ceny, jak zaoszczędzić i zwiedzać tanio