Hiking z Grindelwald First na Faulhorn

Plan naszej pierwszej wycieczki do Grindelwald był oczywisty. Po pierwsze: zobaczyć słynne szczyty Jungfrau, Monch oraz Eiger i… Po drugie: przejść się pod słynną północną ścianą tego ostatniego – szlakiem Eiger Trail. Mówiąc krótko dach Oberlandu Berneńskiego w pigułce. Docenienie piękna tej okolicy wymaga jednak zrobienia kroku wstecz. A raczej kilku tysięcy kroków pozwalających spojrzeć na wierzchołki gór z odpowiedniego dystansu. Celem naszej kolejnej wyprawy do tego zakątka Szwajcarii jest First, miejsce dokładnie po przeciwnej stronie doliny.

Dwa lata temu zorganizowaliśmy budżetowy wypad na weekend do Grindelwald i Lauterbrunnen. I zdaje się te miejsca ostatecznie przekonały nas do Szwajcarii. Masywne szczyty, lodowce widziane z bliska, małe miasteczka i rozrzucone po zielonych zboczach domki. No i oczywiście pasące się wszędzie krowy, leniwie przeżuwające alpejską trawę. Sielanka w alpejskim wydaniu.

Gonieni wspomnieniami w znane okolice, chcemy sprawdzić czy robią one na nas wciąż takie samo wrażenie. I uwaga, spoiler….. tak, robią wrażenie!

eiger trail
Psst…
Eiger Trail z Kleine Scheidegg, wąwóz Gletscherschlucht oraz dolina Lauterbrunnen opisane są tutaj.
Grindelwald

Z First na Faulhorn

Nasze ciężkie plecaki zrzucamy w Berggasthaus First, górskim hotelu, który dziś posłuży za bazę noclegowo-posiłkowo-wypadową. Na górę dostajemy się gondolą, by zaoszczędzić czasu i sił na dalszą wycieczkę. Naszym celem dziś jest Faulhorn 2681 m n.p.m. To nie będzie ciężka wyprawa lecz raczej górski spacer z ładnymi widokami i aparatem, bo do pokonania mamy około 10km i tylko 500 m przewyższenia.

Jest 12:30 i sam Berggasthaus o tej godzinie jest obłożony turystami rządnymi jedzenia, piwa i widoków. Nic dziwnego, bo restauracja serwuje tu dobre posiłki, a słoneczny taras zapewnia miłe towarzystwo czterotysięczników. Nam jednak jedzenie teraz nie w głowie, zawitamy tu wieczorem. Buty zasznurowane, woda uzupełniona w bukłaku, obiektyw wyczyszczony, czapki zabrane – no to w drogę!

Cliff Walk na First

Kładka Cliff Walk na tle ścian Watterhorn i Shreckhorn

Szlak w kierunku Bachalpsee to spacerowa ścieżka, na którą można wybrać się spokojnie z najmłodszymi. Ba – nawet wózek z większymi kołami sobie tu poradzi, o emerytach i gościach z Azji w trampkach nie wspominając. Pierwsze dwa kilometry nie wymagają żadnego wysiłku czy skupienia – rozkoszowanie się widokami jest więc jak najbardziej wskazane. Zwłaszcza, że od razu serwuje się tu panoramę najwyższych lotów.

Pierwszy plan stanowi wodospad Milibach, w dolinie leży oczywiście Grindelwald a nad nim Watterhorn, Shreckhorn i Eiger oprószone pierwszym śniegiem.

Wodospad na Milibach
DSC08837

Bachalpsee to niewielkie jezioro z zaporą, które obchodzimy wzdłuż północnego brzegu. Jest to niemała gratka dla fotografów, którzy w bezwietrzny i bezchmurny dzień mogą złapać lustrzane odbicie gór w tafli wody. Z małą budką nad brzegiem, krajobraz maluje się iście genialny! Dziś jednak trochę wieje, więc zadowalamy się szybkimi trzema ujęciami i nie tracimy czasu na szukanie kadrów nad samym brzegiem.

Tu zaczyna się właściwe podejście, bo od jeziora szlak zmienia się diametralnie. Zaczynają się kamienie, ścieżka jest węższa i kolana trzeba podnosić wyżej. Dojście do siodła Gassenboden to 2/3 drogi. Stąd widać już cel naszej wycieczki – Faulhorn. Ostatni odcinek pokonujemy w 10 minut.

Bachalpsee - Grindelwald First

Berggasthaus jest już zamknięty i jedyne co oferuje to skromny “self service”. W promocji są za to widoki! Wygląda na to, że z tego szczytu maluje się panorama na cały Oberland Berneński i sąsiednie kantony! Od jezior Thunersee oraz Brienzersee o nienaturalnej wręcz barwie turkusu, przez Pilatus, Stansenhorn, Rigi na Eigerze, Jungfrau i Schilthorn kończąc. Rozkosz dla oczu!

Widoki z Faulhorn

Chwile radości kończą się szybko, gdyż chmury przybierają coraz mroczniejsze barwy. Jeszcze dwie godziny temu krótki rękaw był jak znalazł, teraz ubieramy dodatkowe dwie warstwy. Warto było dźwigać upchnięte w plecaku softshelle.

Gdy wracamy do hotelu, po tłumach nie ma już śladu. Raptem kilka osób nad jeziorem i nikogo na szlaku. Niezmiernie cieszy nas taki obrót sytuacji, gdyż główną atrakcję First mamy całkiem dla siebie!

First Cliff Walk

Czterdziesto-pięciometrowy pomost wisi nad doliną niczym olimpijska trampolina. Wsparty na kilku metalowych słupach i lekko rezonujący pod krokami pojedynczej osoby przyprawia o lekkie dreszcze. Zwłaszcza, gdy się wychylicie i spojrzycie w dół. Cliff Walk to kilkaset metrów metalowej kładki przyczepionej do pionowej ściany zbocza. Ażurowa i delikatna na pozór konstrukcja przyciąga codziennie tłumy turystów. Jedni maszerują przez nią dziarsko pogwizdując, inni z zaciśniętymi zębami (prawie na barierce) przesuwają wolno trzęsące się nogi.

Start pod restauracją, koniec – na tarasie widokowym, gdzie przyspieszone tętno uspokoić można chłodnym piwem. Wszystko zaplanowane i wykonane ze szwajcarską precyzją. To co, przejdziemy się jeszcze raz, może w drugą stronę?!

Spacer po kładce

Wieczór i poranek
Fotografia alpejskich szczytów z First

Na szczycie niestety ciężko jest znaleźć jakikolwiek pierwszy, miły dla oka plan. W budowaniu kompozycji przeszkadzają do tego liny gondoli i słupy wyciągów. Z First widzimy północne ściany, co oznacza, iż w ciągu dnia ciężko wydobyć z cienia szczegóły. Wieczory i poranki wydawałyby się lepsze, jednak nie o tej porze roku. Do fotografowania tego miejsca najlepszy wydaje się środek czerwca, gdy słońce wschodzi i zachodzi nieco dalej i o świcie i zmierzchu promienie oświetlają wspomniane ściany.

Lepszym miejscem do fotografowania jest położona 300m w kierunku Bachalpsee krawędź, gdzie łatwiej o pierwszy plan i linie wiodące. Gorzej trochę jest tu ze światłem.

Nie mniej jednak przy odrobinie szczęścia można uchwycić tu kilka magicznych momentów wywołanych zmienną aurą. Akurat tak się złożyło, że trochę tego szczęścia zagarnąłem dla swojej matrycy!

Watterhorn
Watterhorn
Shreckhorn

Berggasthaus First

Berggasthaus First to górski hotel położony zaraz przy górnej stacji kolejki. W ciągu dnia oblegany przez tłum turystów, po zmroku zmienia całkowicie swój charakter. Kameralna restauracja serwująca wyśmienite posiłki, obsługa traktująca każdego gościa indywidualnie i górska cisza. Hotel przygotowany jest co prawda na większe grupy i rodziny, jednak udaje nam się zarezerwować całkiem ładny pokój dla dwojga. Oczywiście z widokiem na góry! Link do hotelu na Booking.com. Miejsca szybko się rozchodzą, więc nie zwlekajcie!

 

IMG_0863
IMAG3524

Grindelwald

Asia uparła się, że drogę powrotną do Grindelwald zjeżdżamy. Nie przechodzą żadne racjonalne i irracjonalne argumenty… jedziemy i koniec! No trudno… Jedziemy. Plecak jakoś upchnąłem przed siebie, kijki wystają z boku, twarde siodełko gniecie w tyłek i do tego pierwsze 40m trzeba “potruptać”, bo spadku nie ma. Ale jak się już nabiera prędkości, to rogal na twarzy pojawia się szeroki (nie za szeroki, z uwagi na muchy!). Ot, taka zabawa: trzykołowe “mountain cart”, które drastycznie i brutalnie wchodzą w ostre zakręty i zapewniają absolutny brak amortyzacji. Można zaszaleć!

No to jazda!

Samo Grindelwald doświadcza niemałego najazdu Azjatów. Dobitnie świadczą o tym napisy przed knajpami i okrzyki przewodników. Nie jest ani cicho, ani spokojnie i alpejski klimat ratuje tu tylko cień Eigeru, który dzielnie stawia opór rozszerzającej się komercji. Ot, taka szwajcarska ulica Krupówki. Tylko zdjęcia z “niedźwiedziem” jeszcze nie można sobie tu zrobić.

Nic tu po nas. Lepiej pochodzić gdzieś wyżej! Wycieczką na Klein Sheidegg kończymy nasz weekend, bo Jungfraujoch osnuły znów gęste chmury. Przy trzecim wypadzie do Grindelwald na pewno tam wjedziemy!

Eiger z Kleine Scheidegg

Eiger i Jungfrau z Kleine Scheidegg

Murren - Switzerland - paragliding

Weekend w Mürren – Szwajcaria w intensywnym wydaniu