Jungfraujoch – sprawdzamy najdroższą atrakcję turystyczną Szwajcarii

Wielki, czterdziestometrowy billboard zajmuje całą ścianę hali lotniska w Zurychu. Ogromne, panoramiczne zdjęcie przykuwa uwagę każdego: Obserwatorium Sphinx na stromej skale góruje nad wielkim polem śniegowym lodowca Aletsch. “Jungfraujoch – Top of Europe” krzyczy żółty slogan. Podobny baner wisi w Pekinie. A Jungfrau w zeszłym roku odwiedziło ponad milion turystów.

Na 3454 m n.p.m. wjeżdża się pociągiem, kolejką zębatą. Podróż z Lauterbrunnen lub Grindelwald zajmuje około godzinę. Trzeba zaliczyć jedną przesiadkę. Gdy opuszczamy zielony wagon na stacji Kleine Scheidegg wita nas dziki, kolorowy tłum rozpychających się łokciami. W powietrzu unoszą się okrzyki i westchnienia w kilkunastu językach z wszystkich zakątków świata. Tu gęsiego przeciska się wycieczka z Japonii, tam zwartą grupą swojej przestrzeni bronią turyści z Indii, szwajcarska rodzina z trójką dzieci próbuje dostać się trochę bliżej bramki. Ktoś górą podaje walizkę z naklejoną flagą United Kingdom… turyści z Chin. Pośród tego – my, z mamą Asi i siostrą Kasią.

Na szczęście po przekroczeniu bramek i wstępnej kontroli biletów miejsce siedzące każdy ma zapewnione. Konduktorzy dbają o to, by każda kanapa została obłożona. Szybkie sprawdzenie zapełnienia wagonów i zielona kartka wędruje w górę. Pociąg rusza.

Z Lauterbrunnen na Jungfraujoch

O ile przejazd z Lauterbrunnen i Wengen czy z Grindelwald owocuje w piękne widoki na okoliczne szczyty i zielone łąki, tak tu widokami nacieszyć się można tylko przez chwilę. Większą część podróży spędza się w tunelu. Jedynym urozmaiceniem drogi w górę jest postój w Eismeer. Na 5 min.

Widok z okna wydrążonego w skale to przedsmak panoramy, jaka czeka nas później. Nacieszyć się jednak nie ma czym. Zwłaszcza, jeśli nie dobiegliśmy pierwsi do okna, by zrobić sobie zdjęcie.

Górna, ostatnia stacja to też podziemna, surowa nora. Niczym na Bank Station londyńskiego Tube tłum pędzi w jedną tudzież w drugą stronę. Załadunek i rozładunek trwa. Rozładowany tłum kieruje się na podziemny deptak – 150m w tunelu prowadzi wprost do początku trasy zwiedzania. Wybieramy windę na Sphinx.

sphinx jungfraujoch

Sphinx

150m wyżej otwierają się przed nami drzwi do innego świata. Ciśnienie jest wyraźnie niższe, a tlenu znacznie mniej. Teraz dopiero organizm zaczyna zdawać sobie sprawę z wysokości, na jakiej się znajduje. Do barierki trzeba się dopchać. Ale gdy już nam się to udaje – widok jest niesamowity.

Hektary śniegu wyściełają rozległą dolinę, gdzie swój początek bierze lodowiec Aletsch. Po prawej mamy Jungfrau po lewej Finsteraarhorn (najwyższy szczyt w regionie) i Mönch. Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Tyle śniegu! A ponad białą pierzyną czarne, spiczaste szczyty! Po chwili jednak przychodzi otrzeźwienie…no dobra…. ale z dołu wyglądało to jakoś lepiej!

I faktycznie, zbudowane w 1937 r. obserwatorium oglądane z dołu wydaje się być abstrakcyjną konstrukcją położoną w surrealistycznie nienaturalnym miejscu. Będąc tu szybko dochodzi się do wniosku, że z góry mało widać i wcale nie jest tu tak abstrakcyjnie. Sam Sphinx to w rzeczywistości niewielki, czteropiętrowy budynek z kopułą teleskopu i trzema platformami widokowymi. Poza sklepem z zegarkami i pamiątkami, małym barem są tu czynne laboratoria wysokogórskie (niedostępne dla turystów). I tyle.

Eggishorn lodowiec, Szwajcaria
Psst…
Najlepszy punkt widokowy na lodowiec Aletsch jest na Eggishorn! Więcej tutaj.

Na śniegu

Ścieżka “turystyczna”, której nie sposób ominąć, to kilka punktów rozrzuconych pomiędzy korytarzami. Najpierw trafiamy do sali z dużą “bańko-szopką”, potem do lodowej jaskini, by na końcu wylądować w kompleksie restauracji i sklepów. Jak na dworcu. Dopiero wyjście na śnieg (nie łatwo je znaleźć) pozwala zaczerpnąć świeżego powietrza.

Jest początek czerwca i piękna pogoda. 2500m niżej mieliśmy 25’C. Tu jest około 10’C. Zimą temperatury spadają to do -35’C a średnia roczna to -8’C. Świeże powietrze? Tak… tylko jeśli ktoś wjeżdżał z Lauterbrunnen lub gorzej, z Interlaken, to ma sporą szansę na przetestowanie na własnej skórze choroby wysokościowej. My na szczęście startowaliśmy z Wengen – u mnie tylko płytki i szybki oddech, u Asi – brak reakcji.

Co można zrobić na śniegu? My nie mamy ze sobą sprzętu skitouringowego, rakiet czy raków… więc zostaje nam przechadzka wydeptaną przez tysiące trampek autostradą do Mönchsjochhütte. 2km i zaledwie 200m w górę jest dla większości osób bardzo męczące. Brak aklimatyzacji, problemy z oddychaniem dają się we znaki. Mönchsjochhütte to najwyżej położone schronisko z obsługą w Alpach Szwajcarskich – oferuje nocleg dla 90 osób na wysokości 3650 m n.p.m. Zainteresowani? Rezerwacji można dokonać przez stronę SAC.

Powrót do pociągu to swego rodzaju ulga. Trzeba tylko znów wystać swoje w tłumie, zapakować się do wagonu i zjechać do Kleine Scheidegg.

Raz w życiu wystarczy.

Mönchsjochhütte
Jungfraujoch

Podsumowanie i ocena Jungfraujoch

Uczucia mamy bardzo mieszane. Głównie z powodu wysoko postawionej poprzeczki i oczekiwań, które nie zostały zaspokojone. Jungfraujoch reklamowane jest jako magiczne miejsce z dramatycznie położonym punktem widokowym. Nikt jednak nie powie Wam, że wszystkie zdjęcia tego punktu zostały wykonane z helikoptera. Nie przywieziecie stąd ładnej pocztówki „self-made”. Właściwie to ciężko tu bez umiejętności wspinaczki w lodzie o dobry kadr. O tłumie ludzi przelewającym się przez tę atrakcję nikt też nie wspomina.

Na stacji pośredniej Kleine Scheidegg wcześniej byliśmy kilka razy i nigdy nam się to nie rzuciło w oczy. Ale jeśli zmierzacie do pociągu jadącego na Jungfraujoch, musicie być przygotowani na tłum…. jak na stacji metra w londyńskim City.

Koleżanka podsumowała to tak: Szwajcarzy pakują wszystkich turystów w to jedno, niewątpliwie nietypowe, miejsce. Doją ich za bilety i byle kawę na niebotyczne sumy, a sami tego miejsca unikają, zostawiając sobie całe Alpy. I chyba coś w tym jest, bo Szwajcarów pod Jungfrau jest najmniej.

Eiger, Monoch, Jungfrau

Widok na Jungfraujoch ze szlaku obok Mürren

Alternatywa

W okolicy są trzy miejsca, które nam się podobały o wiele bardziej:

  1. Z Kleine Scheidegg można przejść się pod północną ścianą Eigeru (relacja z Eiger Trail), obchodząc całe Grindelwald górą – widoki i wrażenia są naprawdę genialne. A jeśli macie trochę więcej czasu można przejść się wcześniej na Männlichen łatwą trasą.
  2. Szlak z First na Faulhorn (relacja i zdjęcia ze szlaku) – First jest reklamowane przez Jungfrau Region jako “Top of Adventure”. I faktycznie, wrażenia po wjechaniu gondolką są lepsze. Na szczycie macie Cliff Walk, a po przejściu raptem 4 km Faulhorn zaserwuje Wam jedną z najlepszych panoram w Alpach Szwajcarskich.
  3. Schilthorn i Mürren (opis weekendu pod Schilthorn) – na końcu doliny Lauterbrunnen można wsiąść do kolejki linowej i wjechać do restauracji słynnej z filmu o Jamesie Bondzie. Widoki są niewiele gorsze, ludzi jest mniej, a z pośredniej stacji w Mürren macie kilka świetnych szlaków widokowych.

Ale najważniejsze to…

Aletsch Glacier bierze swój początek pod Jungfrau, ale w tym miejscu nie jest w żaden sposób spektakularny. Ot… dużo śniegu w płaskiej dolinie. A już na pewno nie da się docenić faktu, iż lodowiec ten ma 23km długości. Jego majestat podziwiać można dopiero 25km dalej na południe, po “drugiej stronie gór”. Wejście (lub wjechanie) na Eggishorn dostarczy Wam zupełnie innych wrażeń. I dopiero z tego szczytu można ocenić i podziwiać rozmiar najdłuższego lodowca Alp. Tu przeczytacie więcej o Eggishorn.

Innym miejscem, z którego można cieszyć się również dobrym widokiem na Aletsch jest Bettmeralp.

Jungfrau

Jungfraujoch praktycznie

Jeśli jednak się zdecydujecie, to…. garść praktycznych informacji o najdroższej atrakcji w Szwajcarii:

  • Cena biletu w dwie strony z Grindelwald lub Lauterbrunnen na Jungfraujoch to 214 CHF  (bilet od Kleine Scheidegg trzeba kupić w dwie strony). Nie ma droższego biletu na żadną kolejkę w Szwajcarii… i w Europie. 
  • Tańsze bilety można kupić na poranny wjazd 135 CHF – szczegóły promocji „Good morning” na stronie Jungfrau – Train Tickets. Bilety zamówić można przez stronę lub kupić w kasie.
  • Sama podróż pociągiem w dwie strony zajmuje niecałe 3h
  • Warto wybrać się tu z samego rana, by móc poświęcić na pochodzenie po “atrakcjach” trochę więcej czasu.
  • Jeśli macie możliwość – przenocujcie w Wengen, albo chociaż dzień wcześniej wybierzcie się wyżej w góry, by choć trochę się zaaklimatyzować.
  • Przygotujcie się na dużą zmianę temperatury
  • Jeśli świeci słońce, bezwzględnie weźcie ze sobą okulary przeciwsłoneczne, inaczej na śniegu nie wytrzymacie dwóch godzin.
  • Bilety najlepiej jest kupować tego samego dnia, gdyż pogoda na górze bywa zmienna i kapryśna. To, czy wiszą tam chmury najlepiej jest sprawdzić na kamerze internetowej: https://www.jungfrau.ch/en-gb/live/webcams/#webcam-jungfraujoch-top-of-europe
  • A ogólną prognozę najlepiej jest sprawdzić na meteocentrale.ch
  • Buty na śnieg też się przydadzą
  • Dla małych dzieci bezwzględnie nalezy zabrać krople do uszu zapobiegające zdrętwieniu błony bębenkowej – ciśnienie jest tu na tyle niskie, że u małych dzieci wywołuje silny ból uszu

 

Nocleg w okolicy Wengen, Lauterbrunnen i Grindelwald

Region Jungfrau to najbardziej oblegany przez turystów zakąte Szwajcarii. Popyt nie przekłada się na podaż. Hotele trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, a ceny i tak nie są niskie. Najwdzięczniejszym miejscem na wycieczkę na Jungfrau jest Wengen (144 hotele na Booking.com), bo dysponuje w miarę dobrą bazą hotelową a przy okazji jest całkiem malownicze. Grindelwald (333 hotele na Booking.com) jest wygodniejsze dla osób podróżujących autem. Również jest to lepsza baza wypadowa, jeśli planujecie pochodzić po góach i zostać tu dłużej niż dwa dni. Lauterbrunnen będzie nudne. Lepsze jest już Mürren (33 hotele), gdyż z niego można wybrać się na kilka niezłych wypadów.

Booking.com
Wengen

Widok na dolinę Lauterbrunnen z Wengen

Fronalpstock

Cały rok na Fronalpstock – czyli nasza ulubiona trasa widokowa w Szwajcarii

Islandia – 25 najlepszych zdjęć z podróży